Przemyśl – moje miasto. Refleksje o Przemyślu w 100. rocznicę odzyskania niepodległości

Marek Kuchciński, Marszałek Sejmu RP

Upamiętniając 100. rocznicę odrodzenia Polski i wkład mieszkańców ziemi przemyskiej w ten wielki czyn niepodległościowy, nie sposób uniknąć kilku refleksji i porównań między okresem sprzed I wojny światowej i po niej. Wielka Wojna spowodowała olbrzymie zmiany geopolityczne. Powstanie wielu państw narodowych w naszej części Europy przyniosło nową jakość w życiu społeczno-politycznym. Nasuwają się więc pytania: jak te zmiany rzutowały na rozwój ziemi przemyskiej i samego Przemyśla, jakie były ich przyczyny i skutki, jaki wpływ miały na pokoleniowe procesy przekształceń, co zależało od narodów, a co było dziełem jednostek i o kim warto pamiętać. Pytania te mogą odnosić się nie tylko do historii, lecz także do ludzi, kształtowania narodów, zrównoważonego rozwoju, dziedzictwa kulturowego, czyli do wszystkiego, czym zajmujemy się w duchu obchodzonej rocznicy.

II Rzeczpospolita, jak mało które państwo w Europie, była przedmiotem zniewag (słynny „bękart traktatu wersalskiego” – Mołotow, „ekonomiczna niemożliwość” – Keynes, „defekt historii” – Lloyd George, dla przypomnienia, że obecne obrażanie Polaków przez zagranicę nie jest niczym nowym) oraz polityki służącej unicestwieniu naszej ojczyzny. Kształtując swój niepodległy byt w bardzo trudnych warunkach zewnętrznych i wewnętrznych, odniosła jednak ogromny sukces. Po czasach zaborów, zacofania gospodarczego i społecznego polityka państwa przyniosła obywatelom zmiany na lepsze. Rozładowała przeludnienie wsi oraz ograniczyła bezrobocie w miastach. Wprowadzono demokrację parlamentarną, prawa wyborcze dla kobiet, bezpłatne szkolnictwo i bardzo korzystne dla pracobiorców ustawodawstwo. Umożliwiono awans społeczny szerokim warstwom społecznym, co zaowocowało wykształceniem setek tysięcy wysokiej klasy specjalistów i milionów świadomych swoich praw i obowiązków obywateli.

Identyfikacja z własnym państwem wraz z poczuciem siły płynącej ze wspólnoty narodowej stały się czynnikami, które rozstrzygnęły o naszym narodowym przetrwaniu w starciu z największymi demonami XX w. – z narodowym oraz internacjonalistycznym socjalizmem.

Spoglądając głębiej w dzieje ziemi przemyskiej, czasem zastanawiamy się, czy z perspektywy wielu pokoleń możemy w tej historii ujrzeć uniwersalny obraz dzisiejszych przemian. Czy możemy odczytać zapowiedzi spraw przyszłych w pozornie nieśpiesznym bytowaniu mieszkańców lubiących spokój, niby pochłoniętych własnymi sprawami, z pozoru uśpionych stabilnością i niezainteresowanych zmieniającym się światem? Jak spojrzeć na Przemyśl z takiej perspektywy? To „spokojne bytowanie” łatwo może zmylić nieuważnego obserwatora. Na przestrzeni dekad mieszkańcy ziemi przemyskiej dawali dowody patriotyzmu, odpowiedzialności, ofiarności, umiejętności współpracy, bohaterstwa, religijności, przywiązania do tradycji i wielu innych wartości, które okazały się bezcenne zarówno 100 lat temu podczas obrony Przemyśla, jak i w okresie II wojny światowej, a następnie – w czasach komunizmu. Wartości te są fundamentem, na którym może, a nawet powinna, budować współczesna Rzeczpospolita. I zawsze należy pamiętać, że takie fundamenty budują konkretni ludzie. Ziemia przemyska, dająca niegdyś schronienie królom, powstańcom, myślicielom i zwykłym obywatelom, mogła być opoką dzięki temu silnemu fundamentowi. Chociaż przeżywała okresy świetności, jak w czasach ostatnich Jagiellonów, miała też długie lata stagnacji.

***

O tym, że Przemyśl istniał już w 758 r. (1260 lat temu!), pisał ks. Benedykt Chmielowski, autor pierwszej polskiej encyklopedii powszechnej Nowe Ateny: „PRZEMYSŁAW I, czyli LESZEK I, od Złotniczej Kondycji Faber Fortunae Polaków, pozłocistemi pniakami Węgrów i Morawów nie tak poraził, jak strachem przeraził i odraził od Polski. Żył około Roku 760. On pod swoim imieniem fundował Przemyśl”. Tego władcę odnotowuje także Ignacy Krasicki w swoim dwutomowym Zbiorze potrzebnieyszych wiadomości. Miasto lub gród, jak mówili o Przemyślu w czasach kronikarza Nestora, był siedzibą Lędzian – Lechitów, którą w 881 r. zajął książę ruski Włodzimierz, a którą z kolei odbił Bolesław Chrobry, pewnie podczas swej zwycięskiej wyprawy na Kijów. W pierwszej połowie XIV w. przemyski zamek, wybudowany dla obrony południowo-wschodnich rubieży Polski, był jednym z zamków wzniesionych przez Kazimierza Wielkiego.

Przemyśl był siedzibą starostwa i diecezji. W katedrze, w dzisiejszej kaplicy Drohojowskich, odbywały się sejmiki szlacheckie (takie były zwyczaje), podczas których rycerstwo podejmowało decyzje ważne dla spraw lokalnych. Wśród starostów warto wymienić Piotra Kmitę oraz Stanisława Augusta Poniatowskiego – późniejszego króla Polski.

Miasto było stolicą ziemi przemyskiej, na terenie której, w Sądowej Wiszni, odbywały się w I Rzeczypospolitej sejmiki generalne województwa ruskiego. Ówczesna ziemia przemyska była rozległa, rozciągała się od Stryja po Świlczę za Rzeszowem i od Gór Słonnych po Tarnogród. Należały do niej powiaty: przemyski, jarosławski, leżajski, łańcucki, rzeszowski, mościski, przeworski, samborski, drohobycki, tyczyński i stryjski. Niestety po II wojnie światowej, w wyniku ustalenia granic między PRL a ZSRS, historyczna ziemia przemyska została podzielona. Dziś jej jedna część znajduje się w Polsce, druga na Ukrainie.

Przemyśl pamięta swą świetność z czasów austro-węgierskich. Był wówczas jedną z największych twierdz z garnizonem liczącym ponad 100 tys. żołnierzy niemalże wszystkich narodowości wieloetnicznego cesarstwa.

Z Przemyślem i ziemią przemyską związanych było wiele wybitnych i znanych postaci: pisarz Stanisław Orzechowski; kanonik (późniejszy biskup warmiński) Ignacy Krasicki – proboszcz katedry przemyskiej i autor Monachomachii; marszałek Sejmu Andrzej Maksymilian Fredro – pisarz barokowy, zwany polskim Tacytem, fundator klasztoru w Kalwarii Pacławskiej, a także jego daleki kuzyn – poeta Aleksander Fredro z Rudek; Mikołaj Sęp-Szarzyński – jeden z najwybitniejszych poetów polskich. Wśród uznanych osób są też duchowni: św. Józef Pelczar (biskup przemyski z przełomu XIX i XX w., założyciel Zgromadzenia Sióstr Sercanek i przemyskiego Muzeum Archidiecezjalnego), bł. ks. Jan Balicki, kard. Adam Stefan Sapieha z Krasiczyna oraz abp Ignacy Tokarczuk – nasz „rzecznik narodu walczącego o swą suwerenność i biskup niezłomny”, którego decyzją Sejmu w sposób szczególny wspominamy w bieżącym roku, w 100. rocznicę jego urodzin. Ten krąg znamienitych postaci poszerzają: bratanek kardynała Leon Sapieha z Krasiczyna – ziemianin, poseł na Sejm II RP, żołnierz w wojnie polsko-bolszewickiej i AK, pochowany na cmentarzu w Łętowni pod Przemyślem; Jan Gwalbert Pawlikowski z Medyki – twórca ekologii, pierwszy wydawca Króla-Ducha Słowackiego; Jan Szczepanik – genialny wynalazca z Rudnik koło Mościsk; Henryk Jordan – lekarz, twórca ogródków dla dzieci i młodzieży, nazwanych od jego nazwiska jordanowskimi. Ponadto, urodzony w Drohobyczu socjalista, legionista i adwokat Herman Lieberman, inicjator budowy Domu Robotniczego; niezwykła rodzina Tarnawskich: Apolinary – lekarz i twórca uzdrowiska w Kosowie na Pokuciu (huculskim), Leonard – powstaniec styczniowy, adwokat, poseł na Sejm Ustawodawczy, współzałożyciel Towarzystwa Przyjaciół Nauk i Towarzystwa Dramatycznego „Fredreum”, jego syn Władysław – anglista, tłumacz Szekspira, a jednocześnie twórca pierwszego think tanku – Komitetu Ziem Wschodnich, zamieszkały przy ul. Grodzkiej 4 (w pięknej kamienicy z wykuszem i podwójnym herbem Litwy i Korony); Karol Duldig – jeden z największych artystów australijskich, rzeźbiarz oraz twórca australijskiej Akademii Sztuk; Mojżesz Schorr – senator II RP, historyk i orientalista; Zbigniew Brzeziński – amerykański politolog i dyplomata polskiego pochodzenia, doradca prezydentów USA; Andrzej Gawroński – językoznawca i poliglota (znał 140 języków!), obrońca Lwowa w 1918 r.; Jerzy Grotowski – reformator teatru, także mieszkał przy ul. Grodzkiej; Przemysław Bystrzycki – pisarz, cichociemny; Ryszard Siwiec – żołnierz AK, heroiczny męczennik za wolność Czechosłowacji z 1968 r.

***

W minionym okresie nie tylko Przemyśl gromadził elity, nie tylko on był tyglem wymiany myśli. Dziedzictwo pokoleń i tożsamość narodową budowano w wielu innych miastach oraz miasteczkach ziemi przemyskiej, a także w okolicznych wsiach, które wówczas zamieszkiwali w zdecydowanej większości Polacy.

W mniejszych miejscowościach rodziło się wiele inicjatyw kulturotwórczych, edukacyjnych, ale też zorientowanych politycznie. Przypomnijmy te położone na wschód od Przemyśla. Trudno nie wspomnieć o słynnym na całą ówczesną Europę gimnazjum – Zakładzie Naukowo-Wychowawczym oo. Jezuitów w Chyrowie. Wykładali w nim wybitni pedagodzy. Zakład szczycił się bogatą biblioteką, własnym teatrem oraz świetnie wyposażonymi pracowniami. Uczęszczała do niego młodzież z różnych warstw społecznych, co przynosiło znakomite rezultaty. Absolwentami tej szkoły byli m.in.: Jan Brzechwa, Kazimierz Wierzyński, Józef Garliński, Kazimierz Junosza-Stępowski, Adam Styka, Mieczysław Orłowicz, gen. Roman Abraham czy Eugeniusz Kwiatkowski.

Rudki – małe, ale istotne miasteczko aż do wybuchu II wojny pozostawało w posiadaniu rodziny Fredrów. Tam też jest pochowany Aleksander Fredro.

Drohobycz, zwany miastem pięciu rafinerii, jest kojarzony nie tylko z Brunonem Schulzem i Borysławiem, gdzie Jan Zeh z Ignacym Łukasiewiczem zaświecili w połowie XIX w. pierwszą lampę naftową, lecz także z czołowymi politykami wiedeńskimi, jak premier Kazimierz Badeni i poseł Eustachy Sanguszko, również z artystami – Arturem Grottgerem, Maurycym i Leopoldem Gottliebami oraz wojskowymi, jak gen. Stanisław Maczek czy legendarny biały kurier Tadeusz Chciuk-Celt. Z Drohobyczem był także związany Iwan Franko, jeden z najwybitniejszych przedstawicieli ukraińskiej literatury.

Tuż obok Drohobycza znajduje się Truskawiec – jedno z najsłynniejszych i najszybciej rozwijających się uzdrowisk II RP (286 nowo otwartych hoteli i pensjonatów w dwudziestoleciu!). To tutaj urodził się Kazimierz Pelczar, założyciel pierwszego polskiego centrum onkologii.

W Medyce, niezwykłym gnieździe niezwykłej rodziny Pawlikowskich – o czym mało kto wie – działała w XIX w. podziemna drukarnia, po której ujawnieniu Galicję musiała opuścić rodzina dzisiejszego czeskiego konserwatysty, politologa Alexandra Tomskýego.

Z kolei w arboretum w podprzemyskich Bolestraszycach (założonym w latach 70. przez prof. Jerzego Pióreckiego) po dziś dzień stoi dworek Piotra Michałowskiego, wybitnego malarza, który w czasie powstania listopadowego kierował dostawami uzbrojenia dla powstańców.

Cofnąwszy się do XVII w., warto pamiętać, że córka starosty samborskiego Jerzego Mniszcha została żoną cara Dymitra. Były to jedyne dwa lata w historii Rosji, gdy Polacy panowali na Kremlu (po wcześniejszym zwycięstwie w bitwie pod Kłuszynem). Car Wasyl Szujski z braćmi złożyli hołd królowi Zygmuntowi III w Warszawie, o czym przypomina tablica na kolumnie Zygmunta. Nikt później tego wyczynu nie powtórzył.

A więc co miasto leżące w ziemi przemyskiej – jej oś stanowi rzeka San – to kolejne i kolejne wybitne postaci, które wywarły istotny wpływ na życie naszego państwa i narodu, a nawet świata. Jak wyglądałaby nasza rzeczywistość bez pomysłu Ignacego Łukasiewicza wydobywania i wykorzystania ropy naftowej? Albo jakie byłoby nasze życie bez telewizji czy kolorowego filmu i fotografii, wymyślonej przez Jana Szczepanika z Rudnik koło Mościsk, oraz dziesiątek innych jego wynalazków, jak kamizelka kuloodporna?

To wreszcie miasto i ziemia, gdzie obok siebie przez wieki żyły różne nacje, działały różne Kościoły. Czasem możemy spotkać się z opinią o naszych stronach, że są one tyglem narodów. To pojęcie mylące, bardziej pasuje do Stanów Zjednoczonych jako tygla różnych grup etnicznych. Na ziemi przemyskiej i na dawnych Kresach Wschodnich narody (nacje) funkcjonowały zarówno niezależnie, jak i zależnie od siebie, ale w sposób suwerenny, choć często konkurencyjny. Można raczej przyjąć, że nasza część Europy była bardziej „łącznikiem historii”, gdzie przenikały się wpływy Wschodu i Zachodu. Nasz status i charakter zostały bowiem ukształtowane przez złote wieki I Rzeczypospolitej, która z imponującym rozmachem prowadziła politykę „między morzami”. A charakteryzująca nas od tamtych czasów cecha – tolerancja wyrastająca z wolnościowych i republikańskich tradycji – może najlepiej zapewnić współżycie odmiennych kultur na jednym terytorium. Bez faszyzmu, bez komunizmu, bez waśni etnicznych.

***

„To po to, żeby mu było ciepło” – te proste słowa wypowiedziane przez ks. Jana Balickiego, dziś błogosławionego Kościoła katolickiego, do kleryka, który zapytał, dlaczego oddaje swój sweter ubogiemu, trafnie charakteryzują wiele podobnych postaw. Osoby takie jak ks. Jan Balicki kształtowały przez wieki Przemyśl i przemyślan.

W historii miasta, w jego dumnej i wzruszającej przeszłości możemy znaleźć wiele heroicznych zrywów, zbrojnych wystąpień, deklaracji politycznych i pełnych poświęcenia czynów. Prowadziły one do odzyskania i utrzymania niepodległości. To właśnie tutaj, w Przemyślu, 11 listopada 1918 r. rozegrała się pierwsza zwycięska bitwa polskiego oręża II Rzeczypospolitej. Jeśli jednak chcemy zrozumieć naszą przeszłość także przez postawy i wartości ludzi, przez to, jak pielęgnowali w sobie i w innych to, co cenne, bardziej niż to, co cenione, to może warto posłuchać prostych słów ks. Balickiego i ogrzać się tym jego symbolicznym swetrem. Ksiądz Jan był i pozostał symbolem przemian prowadzących do odzyskania niepodległości i zachowania w tych trudnych czasach człowieczeństwa. Ludzie zwykli to pamiętają, od pokoleń modlą się przy jego grobie na przemyskim cmentarzu głównym. To tam zawsze zniczy pali się najwięcej.

Błogosławiony ks. Jan Balicki urodził się 25 stycznia w 1869 r. w Staromieściu pod Rzeszowem. Gdybyśmy spróbowali popatrzeć na Przemyśl oczami młodego Jana, zobaczylibyśmy zmilitaryzowane miasto. Wprawdzie kwitnące gospodarczo, ale z poszarpaną duszą – duszą kryjącą się w murach starych kamienic, kościołów, cerkwi i synagog. Tą duszą opiekował się także św. bp Józef Sebastian Pelczar.

W szeregach rosyjskich i austro-węgierskich oraz w twierdzy przemyskiej służyły setki tysięcy polskich żołnierzy. Armie zaborcze zabierały tysiące ludzi głównie ze wsi. Tym samym odebrały wielu rodzinom marzenia o przyszłości. Opiekunowie dusz to rozumieli, nieśli ludziom nadzieję i poczucie stabilności.

***

Austriacy docenili militarne znaczenie położenia Przemyśla już po wyprawie wojsk Księstwa Warszawskiego pod wodzą księcia Poniatowskiego na Galicję w 1809 r. Dziesięć lat później zaczęto miasto oszańcowywać.

W historii miasta nie było to nic nowego. Jak podają źródła, mury obronne chroniły Przemyśl przynajmniej od XIV w. Brama Przemyska w dolinach rzek Sanu i Wiaru stanowiła od stuleci naturalne przejście z Kotliny Sandomierskiej na Pogórze Przemyskie, prowadząc na południe przez transeuropejski łańcuch Karpat. Była szlakiem handlowym łączącym Europę Wschodnią i Zachodnią. W czasach mniej spokojnych tym szlakiem maszerowały wielkie armie.

Trzy lata przed powstaniem listopadowym w Przemyślu stacjonował austriacki stały garnizon, a w drugiej połowie XIX w. przemyski „obóz warowny” przekształcił się w bazę strategiczno-operacyjną wschodniej rubieży Austro-Węgier. Wieniec przemyskich wzniesień składał się z kilkunastu fortów głównych i kilkudziesięciu pomocniczych.

Z początkiem XX w. ten realizowany plan przekształcił się w potężnie ufortyfikowaną linię Dniestr–San. Na początku Wielkiej Wojny wyznaczono Przemyśl jako centrum obrony owej linii.

***

Przez cały XIX w., a szczególnie ostatnie ćwierćwiecze, trwała rozbudowa miasta. Liczba jego ludności kilkakrotnie przekroczyła 50 tys. Podobne zaludnienie osiągnie w latach 30. XX w., aby w 1938 r. przekroczyć 68 tys., czyli tyle samo, co obecnie. Przemyśl szybko stawał się miastem wojskowym. W II RP był siedzibą wojskowego dowództwa Okręgu X Korpusu, który swym zasięgiem obejmował blisko 10% terytorium kraju i blisko 3,5 mln osób. Na jego militarne, a także cywilne potrzeby (dbali o to kolejni burmistrzowie: Walery Waygart, Aleksander Dworski i Franciszek Doliński) pracowało 60 rozwijających się zakładów przemysłowych, zatrudniających blisko 5 tys. robotników. W ostatnim dziesięcioleciu XIX w. zbudowano niemalże 1400 nowych domów. Wojsko wymusiło też inwestycje infrastrukturalne: elektryfikację, telefonizację, a przede wszystkim budowę dróg oraz wodociągów, niezbędnych w nowoczesnym mieście.

Węgrzy do dzisiaj pamiętają służbę swoich rodaków i walki o Przemyśl. W Budapeszcie uczczono poległych okazałym pomnikiem z nazwą naszego miasta, wzniesionym w samym centrum stolicy (niedaleko pomnika gen. Józefa Bema, bohatera Węgier z czasów Wiosny Ludów). Podczas I wojny w twierdzy służyli dziadkowie Józefa Antalla, byłego premiera, i Laszlá Kövéra, obecnego szefa Zgromadzenia Narodowego Węgier. Odsłonięte w 2016 r. na przemyskim placu Dominikańskim nowe pomniki huzara węgierskiego i ułana beliniaka są niezwykle symboliczne w swojej wymowie. Trwają także starania o dołączenie do tej grupy słynnego czeskiego telegrafisty Vladimíra Sýkory, którego pamiętniki z tamtych czasów zachowały się w czeskim archiwum. A jeżeli dołączylibyśmy do nich kolegę Słowaka, to powstałby kolejny symbol – wspólne miejsce pamięci całej Grupy Wyszehradzkiej. I taką politykę historyczną nasze państwa powinny prowadzić. Władze Przemyśla zadbały o powstanie tego symbolu już zawczasu, nazywając jeden z placów przemyskich skwerem Wyszehradzkim, którego nazwę oficjalnie ogłoszono podczas spotkania przewodniczących parlamentów V4 w 2017 r.

Wojna nierzadko niweczyła odwieczne alianse. Pamięć polsko-węgierska przywołuje dziś jednak inne fakty, które w zasadzie w każdym stuleciu potwierdzają bliskie związki obu narodów. Sięgając choćby do XIX w., warto przypomnieć gen. gen. Józefa Bema i Józefa Wysockiego oraz ponad 1,5 tys. ochotników z Polski uczestniczących w węgierskiej Wiośnie Ludów – wielu z nich (kilkuset, a wśród nich gimnazjaliści!), którzy zaciągnęli się do Legionu Polskiego, pochodziło z ziemi przemyskiej, m.in. uwieczniony w Nocy listopadowej Wyspiańskiego powstaniec listopadowy i styczniowy płk Leon Czechowski (ma on w Jarosławiu aż dwa miejsca upamiętnienia: piękny pomnik nagrobny na Starym Cmentarzu i drewniany Słup Szeklerów – Kopijnik, niedaleko byłej synagogi). Wymienił ich wybitny historyk i dyplomata węgierski István Kovács w wydanym niedawno słowniku biograficznym polskich uczestników Wiosny Ludów na Węgrzech. Spośród reprezentantów kolejnych pokoleń odnotujmy przede wszystkim – już ze strony węgierskiej – Gézę Gyóniego, sapera z twierdzy przemyskiej, wybitnego poetę swojego czasu i swojego narodu, „jeńca poezji”, który „Dni swoje liczył / w kraju Lechitów / wiernie czekając / weselszych świtów”, oraz Ferenca Molnára, autora Chłopców z Placu Broni, a w wojsku korespondenta wojennego m.in. z Przemyśla. Warto przypomnieć także służbę ponad stu Węgrów w II Brygadzie Legionów Polskich przebijającej się przez Karpaty do Polski podczas I wojny światowej. Jeszcze żywsza jest pamięć o pomocy Węgrów (w formie milionów sztuk amunicji) skierowanej do walczącej w 1920 r. z bolszewikami armii polskiej; bez tego wsparcia wynik wojny mógłby być zupełnie inny. Pomoc ta nadeszła w dramatycznym dla Węgrów czasie, gdy postanowieniami traktatu podpisanego w pałacu Trianon w Wersalu odebrano im 2/3 terytorium, a 1/3 narodu pozostawiono poza własnym państwem. A trzeba pamiętać, że planowana pomoc węgierska była dużo większa, obejmowała również broń i oddziały wojskowe; została jednak powstrzymana przez inne państwa, niechętnie nastawione do odradzającej się Polski i sympatyzujące z rewolucją bolszewicką.

Symbolem współpracy polsko-węgierskiej w następnym pokoleniu (już w czasie II wojny światowej) była współpraca Józefa Antalla i Henryka Sławika – bohaterów trzech narodów (polskiego, węgierskiego i żydowskiego), którzy w czasie okupacji uratowali 30 tys. (!) obywateli polskich, w tym 5 tys. Żydów. Henryk Sławik był w Polsce skazany na zapomnienie praktycznie aż do drugiej dekady obecnego wieku, kiedy to – głównie dzięki staraniom państwa Krystyny i Grzegorza Łubczyków – pojawiły się publikacje na jego temat i odsłoniliśmy bliźniacze pomniki (w Warszawie w 2016 r. i rok później w Budapeszcie) obu bohaterów w formie ławeczki Antalla i Sławika.

Pamiętamy również powstania w czerwcu i październiku 1956 r. w obu państwach, będące wielkimi symbolami solidarności. Wówczas od Przemyśla po Szczecin oddawano krew dla powstańców. Najnowszym upamiętnieniem kolejnej symbolicznej dla współpracy polsko-węgierskiej postaci jest utworzony w 2018 r. polski Instytut im. Wacława Felczaka, słynnego kuriera rządu RP na uchodźstwie (na Węgrzech odpowiednikiem Instytutu jest Fundacja im. W. Felczaka).

***

Pisząc o fenomenie Przemyśla, warto wspomnieć o niektórych instytucjach wzbogacających życie społeczne i kulturalne jego mieszkańców, szczególnie w XIX w. To wtedy, w 1869 r., powstało Towarzystwo Dramatyczne im. Aleksandra Fredry „Fredreum” (będące najstarszą tego rodzaju instytucją w Polsce) – nieprzerwanie działający teatr amatorski, mający niezmiennie swą siedzibę na Zamku Kazimierzowskim w Przemyślu.

Początki Towarzystwa Muzycznego to listopad 1865 r. Pierwszymi prezesami Zarządu byli Aleksander Dworski i Walery Waygart. Jednym z ważnych przedstawicieli świata muzyki w Przemyśla był także Artur Malawski (urodzony w 1904 r. przy ul. Władycze). Dziś jego imię noszą Filharmonia Podkarpacka oraz Zespół Państwowych Szkół Muzycznych w Przemyślu.

Aktywność intelektualna przemyślan znalazła swój wyraz także w powołanym w lutym 1909 r. Towarzystwie Przyjaciół Nauk, działającym do dziś i zaliczanym do najstarszych tego typu instytucji w Polsce. Powstało ono z inicjatywy m.in. braci Kazimierza Marii i Tadeusza Osińskich, którzy byli także jednymi z pomysłodawców powołania Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej, a których dom rodzinny stoi przy ul. Kmity.

***

Za sobą mamy historię Przemyśla przygniecionego militarnym ciężarem austro-węgierskiej armii, bogatszego gospodarczo, ale bez jasnej przyszłości. W 1918 r., gdy Polska odzyskiwała niepodległość, także Przemyśl – i to jako jeden z pierwszych – stanął do walki. Ksiądz kpt. Józef Panaś podsycał ducha walki. Tym razem przeciwko Ukraińcom. Przemyślanie walczyli od początku listopada 1918 r. o mosty na Sanie, o dzielnice, przeprowadzali kontrataki z Zasania na prawobrzeżną stronę miasta. W dniu 11 listopada Przemyśl był wolny! Ale Polacy walczyli dalej w Niżankowicach i innych miejscowościach. W walce brali udział przedstawiciele wszystkich pokoleń, w tym Orlęta – uczniowie gimnazjów przemyskich (ci, którzy zginęli, zostali pochowani w wielkim symbolicznym grobie Orląt na cmentarzu głównym). Nie byłoby to jednak możliwe, gdyby przez pokolenia nie zbudowano fundamentu wartości dla tworzącej się wspólnoty narodowej i ponadnarodowej. Bo Przemyśl, jak wiele podobnych miast Rzeczypospolitej, był miastem Polaków różnych wyznań i narodowości, a tożsamość całej ziemi przemyskiej tworzyli nie tylko Polacy, lecz także Żydzi, Rusini, Ukraińcy, Węgrzy, Austriacy, Czesi, Niemcy, Ormianie. Tę różnorodność oraz nawarstwienie dorobku pokoleń i kultur widzimy choćby w architekturze przemyskiej katedry. W obecnym kształcie nosi ona ślady: gotyku, renesansu, baroku, rokoka i późniejszych stylów. Stoi na fundamentach wcześniejszych świątyń – romańskiej i być może również wczesnoromańskiej z czasów Wielkich Moraw i biskupstwa w Pradze. Przemyśl do dzisiaj jest siedzibą archidiecezji Kościoła rzymskokatolickiego oraz Kościoła greckokatolickiego.

***

Z dramatycznych czasów II wojny światowej oraz następnych dekad funkcjonowania Przemyśla możemy przywołać postacie niemal symboliczne, potwierdzające tezę personalistyczną, że człowiek jest wartością, a dowodem tego jest umiłowanie wolności. Przykładem tego może być postawa zamieszkałej na ul. Tatarskiej dwudziestoletniej Stefanii Podgórskiej (dziś odznaczona medalem „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”), która podczas okupacji niemieckiej z narażeniem życia w rodzinnym domu przechowała 13 przemyślan narodowości żydowskiej (w kryjówce o powierzchni 8 m²).

Warto przypomnieć także wielu wojskowych, a wśród nich przodków obecnego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. Jego pradziadek, płk Władysław Kornicki, był w latach dwudziestych XX w. szefem wojsk technicznych w Dowództwie Okręgu Korpusu X w Przemyślu oraz wykładowcą Politechniki Lwowskiej (został zamordowany przez Sowietów, jego nazwisko widnieje na tzw. ukraińskiej liście katyńskiej). Dziadek, Ryszard Kornicki, mieszkał przy ul. Waygarta, podczas okupacji kierował kontrwywiadem AK w powiecie przemyskim, następnie objął funkcję szefa Inspektoratu WiN.

Liczba rodzin (często wielu pokoleń) zaangażowanych w czyn niepodległościowy była na ziemi przemyskiej bardzo duża. Przypomnijmy jeszcze kilkoro członków podziemia. Pierwszym jest komendant Okręgu Rzeszowskiego WiN mjr Władysław Koba, którego pogrzeb odbył się dopiero w 2016 r. Przede wszystkim trzeba jednak wspomnieć niesamowitą, bohaterską panią podporucznik Alicję Wnorowską z Brygad Wywiadowczych AK (nazwa mówi wszystko!), a potem WiN, która mieszkała przy ul. Matejki. Została aresztowana w 8. miesiącu ciąży i w celi śmierci urodziła syna Stanisława (w latach 90. został radnym Przemyśla). Dopiero w 2018 r. Sejm uchwalił ustawę zapewniającą dzieciom urodzonym w więzieniach komunistycznych (było ich 40) prawo do odszkodowania. Symboliczne jest także to, że ustawę tę w Sejmie „pilotował” poseł przemyski Andrzej Matusiewicz, doświadczony adwokat i obrońca w procesach politycznych z czasów PRL.

Panią Alicję zawsze będziemy pamiętać z antykwariatu, w którym pracowała w latach 70., w podcieniach przemyskiego rynku. Przychodziliśmy tam po szkole, szukając książek, które pomogłyby w młodzieńczych poszukiwaniach bohaterów i ich przygód. I nieraz, „zupełnie przypadkiem”, na długiej, wiekowej ladzie księgarni, ale blisko, jakby pod ręką, pojawiała się stara powieść Ferdynanda Ossendowskiego (!), Pawła Jasienicy, reportaż Melchiora Wańkowicza czy świetnie zachowana jakaś przedwojenna biografia. Wówczas zdawało nam się, że to były zwykłe przypadki, ale fascynujące, bo półki antykwariatu jawiły się jak kraina czarów. Dzisiaj wiemy, że za uprzejmością pani Alicji, sąsiadki z ulicy, krył się naturalny odruch przekazywania kolejnemu pokoleniu znaków, symboli i źródeł ważnych dla każdego młodego człowieka.

Przykładem innym jest rodzina Mechów z Żurawicy. Wielu jej członków prowadziło walkę w podziemiu, najpierw przeciwko Niemcom, później – Sowietom. Grobu Szymona Mecha, dowódcy Kedywu w Żurawicy, zadenuncjowanego w ostatnich dniach okupacji niemieckiej, do dzisiaj nie odnaleziono. Jego córka Czesława „Niezapominajka” była łączniczką AK. Syn Jan został odznaczony przez Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Złotym Krzyżem Zasługi za służbę w WiN.

Pamiętamy (tak, wciąż pamiętamy, choć minęło 50 lat!) o nieprawdopodobnie dramatycznym czynie Ryszarda Siwca, który – przekraczając granice bohaterstwa, a jednocześnie w pełni świadomie – w proteście przeciwko najazdowi wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację dokonał 8 września 1968 r. samospalenia na oczach dziesiątków tysięcy ludzi (w czasie państwowych dożynek na stadionie w Warszawie). Do dzisiaj ten czyn jest pamiętany również w Pradze, a przemyślanin, któremu wystawiono tam pomnik, stał się obok Czechów Jana Palacha i Jana Zajíca oraz Węgrów Sándora Bauera i Mártona Moysesa symbolem walki o wolność. Wszyscy oni wybrali śmierć, bo uważali, że w walce o wolność żadna ofiara nie jest zbyt wielka i tylko taki radykalny protest może wstrząsnąć społeczeństwem w obronie solidarności oraz pobudzić do działania. Także rodzina pana Ryszarda 20 lat później zaangażowała się w przemiany zwieńczone wielkim ruchem „Solidarności”. Odnotujmy jeszcze wcześniejsze o kilka miesięcy marcowe protesty studentów, które odbywały się głównie w uczelniach największych miast polskich i także miały swój przemyski akcent. Tworzyli go uczniowie szkół średnich, dla których Marzec ’68 był iskrą do zamanifestowania sprzeciwu wobec władzy komunistycznej i niesprawiedliwych rządów. Akcje i protesty organizowali m.in.: uczeń technikum mechanicznego Damian Zegarski, inicjator różnych form protestów, także pod pomnikiem Adama Mickiewicza w rynku przemyskim; Ryszard Góral, dzisiaj radca prawny, a w tamtych czasach działacz młodzieżowej niezależnej organizacji podkreślającej polskość Przemyśla, później związany z podziemną „Solidarnością”; czy uznawany za najmłodszego organizatora studenckiego powstania w 1968 r. szesnastoletni wówczas uczeń szkół przemyskich (w tym I LO im. J. Słowackiego) Andrzej Mazur, jeden z twórców parateatru w Polsce w ruchu studenckim w latach 70. (w KUL) i działacz „Solidarności” na Kujawach, obecnie poeta, publicysta, ekolog. Wspomniany przemyski pomnik Adama Mickiewicza był jeszcze przez wiele lat miejscem kultowym dla różnych niezależnych inicjatyw.

Przywołana już ul. Matejki jest także ciekawym przykładem zagęszczenia znaczeń oraz symboli z dziejów miasta zapisanych w życiu jego mieszkańców. U jej szczytu, tuż pod zamkiem, stoi samotny, wysoki obelisk, swą historią sięgający prawie czasów ostatnich Jagiellonów – legendarny symbol skutecznej obrony miasta przed najazdami tatarskimi. Dawniej, przed wojną, nosiła nazwę „Ptasia” i była jedną z najstarszych ulic. Niewielka (na Starym Mieście wszystkie takie są), zlokalizowana blisko zamku, liczy 13 numerów, ale niemal pod każdym z nich odbywało się jakieś ważne wydarzenie lub żyli ciekawi ludzie. Poza wspomnianą już Alicją Wnorowską mieszkał tam legendarny Marian Stroński – jeden z największych malarzy polskich XX w. Sąsiedztwo wzgórza zamkowego zaowocowało stworzonymi przez niego wieloma świetnymi pejzażami Przemyśla, widokami starych uliczek, fragmentów zamku, pięknych kasztanowców i lip. Na tarasie swojego domu malarz zapisywał w obrazach kubistyczne widoki Zasania. W kamienicy obok mieszkał Tadeusz Cieszyński, ostatni prezes przedwojennego „Sokoła”, jego sąsiadem był Zbigniew Kuchciński, pierwszy prezes (i współzałożyciel) przemyskiego oddziału Towarzystwa Miłośników Lwowa, a obok nich wychowywał się Artur Jędruch, późniejszy komendant wojewódzki Policji. Także przy ul. Matejki mieszka dziś przewodniczący przemyskiej Rady Miejskiej Bogusław Zaleszczyk – potomek jednego z przemyskich Orląt. Z domu na tej ulicy nadawana była w 1986 r. niezależna audycja podziemnego radia „Solidarność”. Przy ul. Matejki mają też swą siedzibę dwa kościoły chrześcijańskie różnych wyznań. A na samym jej początku, w chylącym się pod ciężarem wieków domku z pięknym drewnianym balkonem, mieszkał pan Emil Siara, który z rodziną podczas okupacji niemieckiej przechowywał w Ujkowicach pod Przemyślem kilka rodzin żydowskich, ratując ich przed śmiercią.

Podobnych ulic, miejsc, ludzi jest tutaj więcej. Architektura takiej staromiejskiej uliczki, połączona zwykle z pamięcią o pokoleniach ludzi tam mieszkających, ma w sobie niepowtarzalny, sentymentalny urok jakiejś tajemniczej, nieodkrytej do końca przeszłości, która z czasem nabiera coraz większego znaczenia.

Właściwie w każdym dziesięcioleciu ubiegłego wieku w Przemyślu i dawnej ziemi przemyskiej rozgrywały się wydarzenia angażujące ludzi w obronę wolności, m.in. wolności religijnych, niepodległości i podstawowych praw obywateli, w tym prawa do wyrażania własnych poglądów. Do historii przeszły walki uliczne i barykady w obronie Salezjańskiej Szkoły Organistowskiej w 1963 r. oraz budowa – bez zgody władz komunistycznych – kilkuset kościołów na terenie całej diecezji przemyskiej, kierowanej w latach 1965–1993 przez bp. Tokarczuka. Przy tej okazji powstawały komitety obrony ludzi wierzących, takie jak ten, który zasłynął z „bojów” o kościół na Kmieciach w Przemyślu, na czele z ks. proboszczem Adamem Michalskim, Stanisławem Sudołem i Witem Siwcem, synem Ryszarda, czy ten w Stalowej Woli za czasów proboszcza ks. Edwarda Frankowskiego, późniejszego biskupa pomocniczego diecezji przemyskiej, a po podziale administracyjnym Kościoła w Polsce w 1992 r. – sandomierskiej.

Niezwykle istotne były także działania niewielkiej grupy odważnych, młodych wówczas ludzi z Przemyśla współpracujących z Komitetem Obrony Robotników (KOR), na czele ze Stanisławem Kusińskim, prowadzącym w latach 70. punkt kontaktowy tej organizacji przy ul. Przemysłowej w Przemyślu, a jednocześnie współpracującym z Ruchem Obrony Praw Człowieka i Obywatela (ROBCiO), w którym działał m.in. Janusz Czarski – ówczesny student KUL, a dzisiaj dyrektor Centrum Kulturalnego.

Od lat 80. mamy czasy bardziej znane i pamiętane: czasy potężnej „Solidarności”, a od grudnia 1981 r. – działalność podziemną różnych środowisk: robotniczych, rolniczych czy kultury niezależnej, a także niezwykle ważną działalność duszpasterstw w mieście i na wsi, głównie w Krasiczynie u ks. Stanisława Bartmińskiego.

***

Właśnie z takiej perspektywy możemy lepiej zrozumieć dzisiejszy Przemyśl. Miasto ludzi miłujących wolność, odważnych, czasem niekonwencjonalnych, którym bliskie są postawy patriotyczne. Miasto ludzi tolerancyjnych i otwartych. Miasto, w którego dziejach odbija się cała historia Polski. Warto pamiętać, że jeszcze 300 lat temu było położone w południowo-zachodniej części Rzeczypospolitej, a Kresy były umieszczane wówczas zupełnie gdzie indziej. To nie przypadek, że przemyskie nekropolie (cywilne i wojskowe) wyróżniają się narodowościową i kulturową różnorodnością pochówków. Są pomnikami historii, które przechowują pamięć o powstańcach listopadowych, styczniowych, legionistach, Orlętach, żołnierzach AK oraz żołnierzach wyklętych (niezłomnych). Przemyśl to miasto wartości i możliwości, pięknej historii i fascynującej przyszłości. Miasto, którego cała starówka i zespół architektury fortecznej zasługują na wpisanie na Listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Przemyśl jest częścią Polski, a Polska jest częścią Europy. Otwartość Przemyśla sprawia, że mogą w nim się rodzić i rozwijać inicjatywy takie jak „Europa Karpat”, która zbliża kraje naznaczone trudną historią, ale i od wieków ze sobą związane. Wśród tych inicjatyw od lat są odbywające się w Krynicy, Krasiczynie i Przemyślu spotkania dyskusyjne dla osób, które chcą rozmawiać o przyszłości naszej części Europy, o aktualnych sprawach polityki, gospodarki, edukacji i kultury. Omawiane są tam problemy, które wciąż stanowią różnego rodzaju bariery, jak słabo rozwinięta infrastruktura czy różnice w poziomie życia poszczególnych państw.

Dyskutowane są też sprawy zasadnicze dla naszej cywilizacji, jak wybór fundamentów, na których powinna być budowana przyszłość wspólnoty. Szuka się w trakcie tych spotkań recepty na modne na zachodzie Europy rezygnowanie z systemu podstawowych wartości chrześcijańskich oraz forsowanie federalizacyjnej multikultury ludzi i obyczajów w miejsce Europy solidarnych państw.

„Europa Karpat” to forum dla tych, którzy czerpią z dziedzictwa przodków oraz bogactwa unikalnej przestrzeni; dla osób, które opowiadają się za zrównoważonym rozwojem i wspieraniem działań służących państwom oraz narodom całej Europy; dla osób mających odwagę myśleć, i to myśleć pozytywnie o przyszłości także w takich miejscach jak ziemia przemyska.

„Europa Karpat” to wreszcie miejsce dla osób, a nawet całych rodzin, które często w niezwykle trudnych warunkach umacniały nasze poczucie świadomości narodowej i elementarnej przyzwoitości. Które zarówno przez wymiar aksjologiczny, jak i rozwój ekonomiczny, a nawet zaspokajanie codziennych potrzeb, raczej budowały, niż burzyły. A jeśli walczyły, to w obronie podstawowych praw, przekazując z pokolenia na pokolenie zasady i normy życia nastawionego na współpracę w różnorodnym bogactwie naszej Rzeczypospolitej. Niektóre z tych osób zostały tutaj przypomniane.

Tekst ukazał się w książce „Miasto waleczne. Przemyśl w 100. rocznicę odzyskania niepodległości”, 2018