Przemyskie mogiły przypominają tych, którym zawdzięczamy wolność

Z dramatycznych czasów II wojny światowej oraz następnych dekad funkcjonowania Przemyśla możemy przywołać postacie niemal symboliczne, potwierdzające tezę personalistyczną, że człowiek jest wartością, a dowodem tego jest umiłowanie wolności.

Liczba rodzin (często wielu pokoleń) zaangażowanych w czyn niepodległościowy była na ziemi przemyskiej bardzo duża. Przypomnijmy jeszcze kilkoro członków podziemia. Pierwszym jest komendant Okręgu Rzeszowskiego WiN mjr Władysław Koba, którego pogrzeb odbył się dopiero w 2016 r. Przede wszystkim trzeba jednak wspomnieć niesamowitą, bohaterską panią podporucznik Alicję Wnorowską z Brygad Wywiadowczych AK (nazwa mówi wszystko!), a potem WiN, która mieszkała przy ul. Matejki. Została aresztowana w 8. miesiącu ciąży i w celi śmierci urodziła syna Stanisława (w latach 90. został radnym Przemyśla). Dopiero w 2018 r. Sejm uchwalił ustawę zapewniającą dzieciom urodzonym w więzieniach komunistycznych (było ich 40) prawo do odszkodowania. Symboliczne jest także to, że ustawę tę w Sejmie „pilotował” poseł przemyski Andrzej Matusiewicz, doświadczony adwokat i obrońca w procesach politycznych z czasów PRL.

Panią Alicję zawsze będziemy pamiętać z antykwariatu, w którym pracowała w latach 70., w podcieniach przemyskiego rynku. Przychodziliśmy tam po szkole, szukając książek, które pomogłyby w młodzieńczych poszukiwaniach bohaterów i ich przygód. I nieraz, „zupełnie przypadkiem”, na długiej, wiekowej ladzie księgarni, ale blisko, jakby pod ręką, pojawiała się stara powieść Ferdynanda Ossendowskiego (!), Pawła Jasienicy, reportaż Melchiora Wańkowicza czy świetnie zachowana jakaś przedwojenna biografia. Wówczas zdawało nam się, że to były zwykłe przypadki, ale fascynujące, bo półki antykwariatu jawiły się jak kraina czarów. Dzisiaj wiemy, że za uprzejmością pani Alicji, sąsiadki z ulicy, krył się naturalny odruch przekazywania kolejnemu pokoleniu znaków, symboli i źródeł ważnych dla każdego młodego człowieka.

Przykładem innym jest rodzina Mechów z Żurawicy. Wielu jej członków prowadziło walkę w podziemiu, najpierw przeciwko Niemcom, później – Sowietom. Grobu Szymona Mecha, dowódcy Kedywu w Żurawicy, zadenuncjowanego w ostatnich dniach okupacji niemieckiej, do dzisiaj nie odnaleziono. Jego córka Czesława „Niezapominajka” była łączniczką AK. Syn Jan został odznaczony przez Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Złotym Krzyżem Zasługi za służbę w WiN.

Pamiętamy (tak, wciąż pamiętamy, choć minęło 50 lat!) o nieprawdopodobnie dramatycznym czynie Ryszarda Siwca, który – przekraczając granice bohaterstwa, a jednocześnie w pełni świadomie – w proteście przeciwko najazdowi wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację dokonał 8 września 1968 r. samospalenia na oczach dziesiątków tysięcy ludzi (w czasie państwowych dożynek na stadionie w Warszawie). Do dzisiaj ten czyn jest pamiętany również w Pradze, a przemyślanin, któremu wystawiono tam pomnik, stał się obok Czechów Jana Palacha i Jana Zajíca oraz Węgrów Sándora Bauera i Mártona Moysesa symbolem walki o wolność. Wszyscy oni wybrali śmierć, bo uważali, że w walce o wolność żadna ofiara nie jest zbyt wielka i tylko taki radykalny protest może wstrząsnąć społeczeństwem w obronie solidarności oraz pobudzić do działania. Także rodzina pana Ryszarda 20 lat później zaangażowała się w przemiany zwieńczone wielkim ruchem „Solidarności”. Odnotujmy jeszcze wcześniejsze o kilka miesięcy marcowe protesty studentów, które odbywały się głównie w uczelniach największych miast polskich i także miały swój przemyski akcent. Tworzyli go uczniowie szkół średnich, dla których Marzec ’68 był iskrą do zamanifestowania sprzeciwu wobec władzy komunistycznej i niesprawiedliwych rządów. Akcje i protesty organizowali m.in.: uczeń technikum mechanicznego Damian Zegarski, inicjator różnych form protestów, także pod pomnikiem Adama Mickiewicza w rynku przemyskim; Ryszard Góral, dzisiaj radca prawny, a w tamtych czasach działacz młodzieżowej niezależnej organizacji podkreślającej polskość Przemyśla, później związany z podziemną „Solidarnością”; czy uznawany za najmłodszego organizatora studenckiego powstania w 1968 r. szesnastoletni wówczas uczeń szkół przemyskich (w tym I LO im. J. Słowackiego) Andrzej Mazur, jeden z twórców parateatru w Polsce w ruchu studenckim w latach 70. (w KUL) i działacz „Solidarności” na Kujawach, obecnie poeta, publicysta, ekolog. Wspomniany przemyski pomnik Adama Mickiewicza był jeszcze przez wiele lat miejscem kultowym dla różnych niezależnych inicjatyw.

Przywołana już ul. Matejki jest także ciekawym przykładem zagęszczenia znaczeń oraz symboli z dziejów miasta zapisanych w życiu jego mieszkańców. U jej szczytu, tuż pod zamkiem, stoi samotny, wysoki obelisk, swą historią sięgający prawie czasów ostatnich Jagiellonów – legendarny symbol skutecznej obrony miasta przed najazdami tatarskimi. Dawniej, przed wojną, nosiła nazwę „Ptasia” i była jedną z najstarszych ulic. Niewielka (na Starym Mieście wszystkie takie są), zlokalizowana blisko zamku, liczy 13 numerów, ale niemal pod każdym z nich odbywało się jakieś ważne wydarzenie lub żyli ciekawi ludzie. Poza wspomnianą już Alicją Wnorowską mieszkał tam legendarny Marian Stroński – jeden z największych malarzy polskich XX w. Sąsiedztwo wzgórza zamkowego zaowocowało stworzonymi przez niego wieloma świetnymi pejzażami Przemyśla, widokami starych uliczek, fragmentów zamku, pięknych kasztanowców i lip. Na tarasie swojego domu malarz zapisywał w obrazach kubistyczne widoki Zasania. W kamienicy obok mieszkał Kazimierz Cieszyński, ostatni prezes przedwojennego „Sokoła”, jego sąsiadem był Zbigniew Kuchciński, pierwszy prezes (i współzałożyciel) przemyskiego oddziału Towarzystwa Miłośników Lwowa, a obok nich wychowywał się Artur Jędruch, późniejszy komendant wojewódzki Policji. Także przy ul. Matejki mieszka dziś przewodniczący przemyskiej Rady Miejskiej Bogusław Zaleszczyk – potomek jednego z przemyskich Orląt. Z domu na tej ulicy nadawana była w 1986 r. niezależna audycja podziemnego radia „Solidarność”. Przy ul. Matejki mają też swą siedzibę dwa kościoły chrześcijańskie różnych wyznań. A na samym jej początku, w chylącym się pod ciężarem wieków domku z pięknym drewnianym balkonem, mieszkał pan Emil Siara, który z rodziną podczas okupacji niemieckiej przechowywał w Ujkowicach pod Przemyślem kilka rodzin żydowskich, ratując ich przed śmiercią.

Podobnych ulic, miejsc, ludzi jest tutaj więcej. Architektura takiej staromiejskiej uliczki, połączona zwykle z pamięcią o pokoleniach ludzi tam mieszkających, ma w sobie niepowtarzalny, sentymentalny urok jakiejś tajemniczej, nieodkrytej do końca przeszłości, która z czasem nabiera coraz większego znaczenia.

tekst Marek Kuchciński

Ryszard Siwiec, Przemyśl
Władysław Koba, Przemyśl
Marian Stroński, Przemyśl
Kazimierz Cieszyński, Przemyśl
Irena Benschówna, Przemyśl
Orlęta Przemyskie, Przemyśl
Alicja Wnorowska, Przemyśl
Ks. prałat Stanislaw Krzywiński
Jan Mech (WIN), Czesława Karut z d. Mech (WIN), Szymon Mech (żołnierz AK, grób symboliczny)