Premiera reprintu „Strychu Kulturalnego” – podziemnego pisma pod redakcją Marka Kuchcińskiego

„Strych Kulturalny” doczekał się reprintu, którego premiera odbędzie się w niedzielę, 2 czerwca w Muzeum Narodowym Ziemi Przemyskiej. To wydarzenie szczególne, silnie splecione z uroczystościami rocznicowymi związanymi z wyborami czerwcowymi ’89.

Strych kojarzy się z miejscem tajemniczym, nieco ukrytym przed przypadkowym gościem. Jednocześnie budzi zaciekawienie tym, co skrywa, jest obietnicą czegoś zakazanego, oazą rzeczy, myśli, wyobrażeń, które zatrzymały się na chwilę w podróży między tym, co powstało w świecie realnym. Doświadczenia zgromadzone na strychu zyskują nowe znaczenie i znów wracają do ludzi. Taki był właśnie „Strych Kulturalny”: podziemna gazeta, która powstawała na poddaszu, w głowach ludzi poszukujących schronienia przed nieprzyjaznym światem.

„Nazwa pisma nawiązywała do dziedzictwa pokoleń; zakurzonego, porzuconego gdzieś na strychu, a bez którego ogląd wspólnoty byłby jednak spojrzeniem niepełnym. Dla jednych była to możliwość spotkania ze sztuką, nową myślą, ideą dla innych. Strych Kulturalny to więc nie tylko nazwa pisma literacko-artystycznego, to także miejsce spotkań grupy przyjaciół tworzących niezależny obieg kultury. To zaadaptowane poddasze jednorodzinnego domu, wypełnione pracami artystów, obrazami, książkami, z którego widać było okoliczne wzgórza. Przed domem stary kilkudziesięcioletni sad rozłożystych jabłoni z niekoszoną wielokwiatową łąką. Wszędzie dużo zieleni. Z perspektywy poddasza („strychu”) patrzyliśmy na otaczający nas świat, nie zapominając o istnieniu „podziemia”. Żyliśmy więc trochę dualistycznie: pracując, troszcząc się o codzienne sprawy według reguł komunistycznych, ale duchowo obok – czymś znacznie ważniejszym” – pisze we wstępie do reprintu gospodarz strychu i jeden z redaktorów „Strychu” Marek Kuchciński. („SK” redagowali także Jan Musiał, Mirek Kocoł, potem Mariusz Kościuk).

Odważnych porównań nie boi się choćby profesor Jarosław Piekalkiewicz: „Strych miał większe znaczenie, niż się wydaje na pierwszy rzut oka. Atmosfera tych zebrań przypominała mi moje zbiórki w Armii Krajowej. Na strychu, jak i w AK, czuliśmy się wolni. Oczywiście podczas wojny ryzykowaliśmy dużo więcej, bo tortury i śmierć, ale dla nas, jak i dla członków strychu „Jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy”. Uczestnicy strychu ryzykowali szykany od władz; komunistów, a może nawet i aresztowanie, a na pewno trudności w ich karierze zawodowej. Jak i my w AK, byli mniejszością, bo większość Polaków uważała, że trzeba żyć”.

O historię Strychu można dziś pytać wybitnych nie tylko historyków, ale i intelektualistów, filozofów. Do takich należy Roger Scruton, autor ponad 30 książek.

„W latach 80. okres Solidarności był już wspomnieniem, a stan wojenny zredukował Polskę do pewnego rodzaju somnambulicznej ciszy. Podróżowałem w poszukiwaniu małych grup ludzi, którzy chcieli dyskutować, uczyć się, zadawać pytania i odzyskać choćby część życia intelektualnego, które kiedyś kwitło w Polsce” – wspomina Scruton, który w Przemyślu natknął się na środowisko ludzi związanych ze „Strychem Kulturalnym”. „Spotykali się, nie tak jak nasi znajomi z Czech, w jakiejś piwnicy lub kotłowni pod ziemią, ale na szczytach budynków, jakby ich nie obchodziło, kto może ich zobaczyć. Ich grupa dyskusyjna została opisana jako poddasze, miejsce pod dachem, i gdy ich spotkałem, znalazłem się w otwartym społeczeństwie normalnych, drobnomieszczańskich ludzi, którzy byli zdeterminowani, by żyć, malować, pisać i dyskutować, jakby partia była niczym więcej niż strumień brudnej wody płynącej w ściekach poniżej. Na ich czele stał Marek Kuchciński, dawny student historii sztuki, który żył poza systemem i był gorliwym wyznawcą kultury jako wyzwolenia ducha i przeciwstawienia się porządkowi totalitarnemu. Wokół niego zgromadzili się pisarze, malarze, nauczyciele, i to dzięki niemu udało mi się zorganizować serię wizyt zachodnich intelektualistów, aby omówić na tych strychach najważniejsze zagadnienia dnia” – snuje opowieść Roger Scruton.

Trudno jednoznacznie określić, czym był i jaki wpływ na świadomość wielu ludzi miał „Strych Kulturalny”. Profesor Krzysztof Dybciak, historyk i teoretyk literatury, eseista, autor wierszy wspomina wydarzenia kulturalne, nazywane czasem „Spotkaniami strychowymi” i

numery czasopisma: „Były zjawiskami oryginalnymi na mapie niezależnej kultury istniejącej poza strukturami państwa rządzonego przez komunistów. Jedną z niezwykłych cech było zjawisko przyciągania współpracowników nie tylko z Polski. To naprawdę wtedy było wyjątkowe, żeby tylu artystów oraz intelektualistów brytyjskich występowało w małym (jak na europejską skalę) mieście tuż przy granicy Imperium Zła. A gościli w Przemyślu nie byle jacy twórcy, profesorowie Mark Lilla i Roger Scruton to ważne postaci światowej humanistyki. A jednak wiedza o tak cennym zjawisku wolnej kultury w latach 80. jest mizerna”.

Tę lukę w zbiorowej pamięci uzupełnić ma reprint wydany dzięki współpracy z Instytutem Pamięci Narodowej. Liczy 450 stron i zawiera 6 „Strychów Kulturalnych” z lat 80. i 90. oraz jeden niewydany nigdy.

Marta Olejnik

Marek Kuchciński nad matrycą, rok 1988