Na marginesie wizyty lidera PiS w Łopuszce Małej

(Artykuł przedrukowany w całości z portalu „wpolityce.pl”, za zgodą redakcji)

 

Relacje prasowe i telewizyjne z niedawnej wizyty Jarosława Kaczyńskiego w społecznym Domu Dziecka w Łopuszce Małej na Podkarpaciu, były wyjątkowo zdawkowe: były premier przeszedł się z gospodarzem, posłem Janem Burym, nad stawem obok dworku; powiedział, że „nie ma sprzeczności między Polską solidarną i nowoczesną”; no i – „nijaka” odpowiedź na „nijakie” pytanie dziennikarza TVN, „czy w razie wygrania wyborów, będzie rozmawiał o koalicji rządowej z PSL-em?”.

 

Tymczasem, osoby posła Jana Burego i prof. Józefiny Hrynkiewicz, z którymi Jarosław Kaczyński stanął do konferencji prasowej na schodach Domu Dziecka, są tak wyraziste, jak zresztą i samo miejsce wizyty, że trudno było się nie zainteresować głębszym sensem przyjazdu lidera PiS-u akurat tam, do Łopuszki Małej. Tym bardziej, że jego słowa, dotyczące tego miejsca i tych osób były jakże znamienne:

 

„Jesteśmy właśnie w takim miejscu, gdzie ta idea Polski nowoczesnej i solidarnej jest realizowana. To jest, można powiedzieć, miejsce moich marzeń. To jest miejsce, w którym jeden człowiek, oczywiście wraz z wieloma innymi, którzy go wspierają, zorganizował coś niezwykłego, coś co jest ewenementem w skali, jak sądzę, szerszej, niż Polska. W każdym społeczeństwie jest trochę takich ludzi, można powiedzieć, „nad-dobrych”. Jeżeli to łączy się jeszcze z umiejętnością działania i talentem organizacyjnym, to mamy tego rodzaju rezultaty. I Właśnie pan poseł Jan Bury jest przykładem tego rodzaju człowieka. Z niczego, w sytuacji wydawałoby się beznadziejnej, stworzył wielką już dzisiaj i naprawdę bardzo potrzebną instytucję społeczną, która pomaga bardzo wielu ludziom, w tym dzieciom i osobom najbardziej potrzebującym. Pomaga tak efektywnie, że wychowankowie tego Domu Dziecka, młodzi ludzie, którzy już dochodzą do dorosłości, uzyskują także mieszkania. Chciałbym taką widzieć całą Polskę, jeśli chodzi o rozwiązywanie trudnych, bolesnych problemów społecznych. Wszystko można, jeżeli sięga się do tego rodzaju ludzi a nie do ludzi, którzy myślą tylko o własnych korzyściach i własnym zysku, którzy odrzucają wszystko, co wspólne” – powiedział były premier, dzieląc się zarazem swoim wrażeniem, że niestety, często na tych ostatnich ludziach „opiera się ta konstrukcja społeczna, która została w Polsce stworzona w ciągu ostatnich 20 lat. I to trzeba zmienić!

 

Komentując podkarpacką listę do Sejmu z ramienia „Prawa i Sprawiedliwości”, Jarosław Kaczyński zauważył, że:

 

„Są na niej dwie osoby o szczególnych kwalifikacjach do zajmowania się sprawami społecznymi. Jest poseł Jan Bury, który ma ogromne osiągnięcia praktyczne. I jest pani profesor Józefina Hrynkiewicz, która pracuje w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego, i ma wielkie osiągnięcia w sferze nauki, właśnie w tej dziedzinie. Obecność tych osób w parlamencie będzie naprawdę bardzo poważnym wzmocnieniem tego pro-społecznego frontu, który jest potrzebny zarówno w życiu społecznym, jak i dla władzy”.

 

W trakcie konferencji prasowej spytałem lidera PiS-u, czy – w razie zwycięstwa wyborczego – będzie kontynuował i rozwijał ulgi prorodzinne, zapoczątkowane przez swój rząd przed czterema laty. A oto co usłyszałem (choć, nie usłyszeli tego widzowie w telewizji):

 

„Polityka prorodzinna jest jednym z naszych głównych celów, bo mamy dzisiaj depopulację Polski i każdy odpowiedzialny rząd powinien dzisiaj stawiać na rodzinę, na to, żeby się umacniała i żeby rodziły się dzieci. I to nie może być w słowach, tylko w czynach – a to znaczy w pieniądzach. Natomiast wiemy, że mamy w tej chwili kryzys finansów publicznych i jest pewna kolejność działań. My najpierw musimy z tego kryzysu wyjść, opanować sytuację, a dopiero później stosować kolejne posunięcia, które będą wzbogacały polskie rodziny. Mamy nadzieję, że damy sobie radę z opanowaniem kryzysu w ciągu roku a później już będzie można te działania pogłębiać. Mogę Panu przyrzec jedno: my się nie wycofamy z tych ulg prorodzinnych. Z całą pewnością nie zrobimy kroku wstecz, a kroki w tym właściwym kierunku będą robione, jeśli tylko to będzie możliwe.”

 

Gdy wraz z wyjazdem Jarosława Kaczyńskiego, liczne ekipy telewizyjne pośpiesznie opuściły Łopuszkę Małą, nie mogłem nie zaciekawić się dwojgiem osób, których obecność w parlamencie tak ceniłby sobie lider jednej z dwóch największych sił politycznych w naszym kraju. Oto co mi powiedzieli:

 

Rozmowa z Janem Burym: „właściwie jestem społecznikiem, a nie politykiem”

 

„Można powiedzieć, że działalność społeczną rozpocząłem przypadkowo. Po prymicji mego syna, a było to w 1991 roku, do Markowej przyjechał jego profesor, wykładowca filozofii, ks. dr Franciszek Rząsa, no i namówił żonę oraz mnie do kierowania Fundacją Pomocy Młodzieży im. Jana Pawła II „Wzrastanie”. I tak to się zaczęło. W rezultacie oddaliśmy się bez reszty tej działalności. Po śmierci mojej żony, 6 lat temu, przeniosłem się do dworu w Łopuszce Małej, gdzie do dzisiaj mieszkam z moimi podopiecznymi maluszkami. Ja właściwie jestem społecznikiem a nie politykiem. Dla wszystkich jestem , po prostu, „dziadzio Jasio”.

 

Fundacja wciąż się rozwija. Proszę przybliżyć jej aktualny stan.

 

,,Myślę, że jest w niezłej kondycji, jako organizacja pozarządowa. Codziennie pod naszą opieką znajduje się ponad 2000 osób, w tym dzieci, młodzież z rodzin dysfunkcyjnych, osoby niepełnosprawne, ciężko chore, bezdomne. Mamy dwa domy dziecka – tutaj, w Łopuszce Małej oraz nowy, w tym roku otwarty, w Dynowie. Prowadzimy ponadto 81 bezpłatnych przedszkoli dla 1200 dzieci na terenie dwóch powiatów – Jarosławskiego i przeworskiego. Niejako przy okazji uratowaliśmy trzy zabytkowe dwory: w Łopuszce Małej, w Dynowie i w Lipniku. Ostatnio, dzięki dotacji uzyskanej łącznie z samorządem miasta Dynowa, rozpoczęliśmy rewitalizację założenia parkowo-dworskiego przy naszym tamtejszym Domu Dziecka, jak również kapitalny remont budynku dworskiego. Oprócz tego, prowadzimy kilka świetlic i klubów młodzieżowych dla dzieci z bardzo ubogich rodzin, warsztaty terapii zajęciowej dla osób niepełnosprawnych, schronisko dla bezdomnych mężczyzn w Jarosławiu oraz hospicjum w tymże mieście. Obecnie adaptujemy budynek poszpitalny w Przeworsku dla 30 bezdomnych kobiet. Mam nadzieję, że to się nam uda.”

 

Prowadząc aż 81 przedszkoli, jakby wyręczacie władze samorządowe. Skąd pozyskujecie pieniądze na ich prowadzenie?

 

,,Tak, mamy partnera – Związek Gmin Ziemi Przeworskiej. Partnerzy przekazali nam, czyli Fundacji, liderowi projektu, swoje pomieszczenia na ośrodki przedszkolne. Natomiast, w imieniu Fundacji, zabiegałem i pozyskałem na tę działalność 24 miliony złotych z Europejskiego Funduszu Społecznego. W przedszkolach realizujemy bardzo piękny program wychowawczy, tzw. program małych projektów, polegający na wyrabianiu i utrwalaniu w dzieciach nawyków jakby małych badaczy. Mam nadzieję, że w przyszłości wyrośnie z nich dla Rzeczypospolitej kadra naukowców. Rodzice nie ponoszą żadnych opłat, wszystko jest za darmo”.

 

Na brak zajęć z pewnością nie może Pan narzekać. Po co więc jeszcze funkcja posła? Dlaczego ponownie kandyduje Pan do Sejmu?

 

,,Funkcja parlamentarzysty pomaga w prowadzeniu działalności społeczno-charytatywnej. Niewątpliwie, to mi ułatwiło zdobycie tych pieniędzy z Europejskiego Funduszu Społecznego. Bo my rozpoczynaliśmy tę naszą działalność przedszkolną jeszcze w ramach starego budżetu unijnego, który kończył się w 2006 roku. I oto po wejściu nowego budżetu na lata 2007-2013, wiceminister rozwoju regionalnego, pan Hetman, w swoich wytycznych zakazał przekazywania pieniędzy na kontynuację społecznych przedszkoli. W tym czasie nasza Fundacja prowadziła już 51 placówek przedszkolnych. W tej dramatycznej sytuacji wystąpiłem na forum Sejmowej Komisji Polityki Społecznej i Rodzinnej, w obecności pana wiceministra Hetmana. I dzięki przedstawieniu naszej społecznej działalności pan wiceminister zmienił decyzję co do wytycznych, wydłużył termin aplikacji i dzięki temu nie tylko nie musieliśmy likwidować naszych 51 przedszkoli, ale jeszcze założyliśmy kolejne 30. Ponownie kandyduję do Sejmu, aby móc przekonywać stosowne władze, że tego typu działalność społeczno-charytatywna jest niezwykle potrzebna i warta wspierania”.

 

A czy nie ma Pan żalu, że na liście kandydatów do Sejmu z ramienia „Prawa i Sprawiedliwości”, wstawiono Pańskie nazwisko na dalekie 15 miejsce?

 

,,Nie. Ja wygórowanych ambicji politycznych nigdy nie miałem. W poprzednich wyborach do Sejmu VI kadencji moje nazwisko znalazło się na liście początkowo na 15 miejscu, a później jeszcze przesunięto mnie na miejsce 20. Ale mimo to, wyborcy obdarzyli mnie bardzo licznymi głosami i dostałem się do parlamentu. Jeśli i teraz wyborcy docenią moją działalność, to będę próbował ponownie znaleźć się w Sejmie RP aby zabiegać o wrażliwość polskiego prawa i polskich władz na sytuację osób najbardziej potrzebujących. No cóż, nasza lista podkarpacka jest bardzo mocna. Myślę, że najmocniejsza w Kraju. Jest tu szereg znanych polityków i wielu samorządowców. Nie mam więc oczywiście pewności, że uzyskam mandat poselski. I zresztą, nie martwię się tym. Mam co robić – i jeśli nie wejdę do Sejmu, to będę po prostu więcej czasu spędzał z moimi podopiecznymi dziećmi”.

 

Rozmowa z prof. Józefiną Hrynkiewicz: „Spróbuję przekonać wszystkich w parlamencie…”

 

Jakoś trudno mi dostrzec w Pani cechy typowego polityka. Dlaczego chce Pani zostać posłem?

 

„Bo jeżeli polityka społeczna, polityka wobec rodziny, byłaby zagrożona, to zagrożenie objęłoby także Polskę i Polaków. W tej chwili przeżywamy kryzys demograficzny. Jest bardzo niski procent urodzeń, dlatego, że młodzi ludzie, którzy są odpowiedzialni, nie mając dochodów, pracy i mieszkania – nie zakładają rodzin i nie mają dzieci. Musimy więc ten kryzys przełamać, musimy zrobić wszystko, by młodzi ludzie nie wyjeżdżali za granicę; żeby nie pracowali tam, na pomyślność obcych krajów i obcych społeczeństw. Musimy zrobić wszystko, aby młodym ludziom stworzyć dobre warunki do zatrudnienia i osiągania dochodów, także do uzyskania mieszkania i wychowania dzieci. Nie może być dramatycznego wyboru pomiędzy zaspokojeniem elementarnych potrzeb własnych – a posiadaniem dzieci.

 

Stąd uważam, że ten kierunek, rozpoczęty przez pana Jarosława Kaczyńskiego, musi być kontynuowany. To jest dzisiaj „być albo nie być” dla Polski – bez względu na kryzys! I powinno być o tym dokładnie poinformowane także całe społeczeństwo, aby było gotowe do poniesienia pewnych ofiar w celu pomocy rodzinom wychowującym dzieci. Pomocy wszystkim dzieciom, także tym, które są oddawane do Domów Dziecka, do placówek opiekuńczych, ponieważ ich rodzice są zbyt ubodzy aby je utrzymywać.

 

Musimy przeciwdziałać ubóstwu w rodzinach. Musimy też przeciwdziałać złemu działaniu szkół, a także zapewnić wszystkim dzieciom dostęp do ochrony zdrowia, w tym także do usług stomatologicznych. Jeżeli dziewięćdziesiąt kilka procent polskich dzieci ma próchnicę zębów, to znaczy to, że te dzieci są po prostu zaniedbane. I to są niezwykle ważne sprawy, powiedziałabym, najważniejsze.

 

Jeśli dostanę się do Sejmu, to spróbuję przekonać wszystkich w parlamencie, że najważniejsze, co mamy dzisiaj do zrobienia, to jest wsparcie młodych rodzin wychowujących dzieci.”

 

Pytał i notował: Jacek Borzęcki

{gallery}buryihrynkiewicz{/gallery}