Memoriał Olka Ostrowskiego. Wszystko zostało w rodzinie

Góry i narciarstwo było prawdziwą pasją Olka Ostrowskiego. Z odwagą realizował swoje życiowe pragnienia – powiedział marszałek Marek Kuchciński, wręczając nagrody najlepszym zawodnikom biegu narciarskiego w Bieszczadach.

Memoriał Olka Ostrowskiego, bo tak nazywała się impreza, został zorganizowany po raz trzeci. Zawody upamiętniają GOPR-owca, skialpinistę, który zginął w 2015 r. w Karakorum.

Nic więc dziwnego, że na starcie stanęli ratownicy z niemal wszystkich grup GOPR w kraju oraz reprezentanci strażników granicznych. W sumie na trasę wyruszyło 54 skiturowców, którzy musieli pokonać wymagającą trasę z Wetliny, gdzie urodził się Olek. Zawody miały zakończyć się w Ustrzykach Górnych, ale porywisty wiatr, sięgający na połoninach 80 km/godz., był zbyt dużym zagrożeniem. Ostatecznie drogę przez Połoninę Wetlińską do Brzegów Górnych pokonał brat Olka, Tomasz, wraz z Janem Kozą. Trasę, którą turyści latem pokonują w mniej więcej 5 godzin, przejechali w godzinę i kwadrans.

Aleksander Ostrowski, którego wspominał Marek Kuchciński, był niezwykłym człowiekiem. Miłość do gór łączył z pasją sportową. Zawsze jednak dbał przy tym o innych. To między innymi dlatego został ratownikiem Bieszczadzkiej Grupy GOPR.

Za zjazd na nartach z ośmiotysięcznego Cho Oyu (zrobił to jako pierwszy Polak w 2014 r.) otrzymał prestiżową nagrodę „Kolosa”. Miesięcznik „National Geographic” uznał to za „Wyczyn Roku”. Niestety, rok późnej, 25 lipca 2015, nie udał się jego atak szczytowy na Gasherbrum II (8035 m n.p.m). Podczas zjazdu został najprawdopodobniej porwany przez lawinę. Góry zabrały go ze sobą na zawsze.

tekst M. Olejnik

fot. Ł. Błasikiewicz

LB1_3274