Aktualności
Data dodania: 2006-10-18
Poseł Marek Kuchciński zwrócił się do pana ministra środowiska o wpisanie Przemyśla do obszaru geograficznego objętego Konwencją Karpacką. Minister przychylił się do wniosku posła.
Ujęcie miasta w powyższej Konwencji ułatwi starania o środki z UE, które będzie można przeznaczyć na ochronę, zrównoważone użytkowanie oraz przywracanie różnorodności biologicznej i krajobrazowej Karpat.

Ponadto celem Konwencji jest poprawa jakości życia społeczności lokalnej, wzmocnienie miejscowej gospodarki oraz zachowanie dziedzictwa kulturowego.

Przemyśl jest jednym z najatrakcyjniejszych turystycznie i gospodarczo miast południowo-wschodniej Polski.

Położenie 12 kilometrów od polsko-ukraińskiego przejścia granicznego w Medyce, u wrót Bieszczad, ukierunkowuje jego rozwój na przyszłe centrum handlowe oraz ważny węzeł komunikacyjny i ośrodek turystyczny.

Marek Kuchciński jest inicjatorem i współautorem (jeszcze jako wicewojewoda podkarpacki) programu "Zielone Karpaty" - zakładającego wielostronny, czyli zrównoważony, rozwój Karpat, w tym takich dziedzin, jak rolnictwo, leśnictwo oraz turystyki, połączonej z wykorzystaniem lecznictwa uzdrowiskowego.
Data dodania: 2006-10-18
Wypowiedź Marka Kuchcińskiego, szefa KP PiS, podczas wczorajszej debaty w Sejmie nad wnioskami PO i SLD o samorozwiązanie Izby:
Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Przed chwilą usłyszeliśmy uzasadnienie wniosku o skrócenie kadencji Sejmu, uzasadnienie przedstawicieli dwóch klubów parlamentarnych dotyczące wniosku, który został złożony panu marszałkowi i Wysokiej Izbie. Przyznam szczerze, że słuchałem tego uzasadnienia, jakbym czytał artykuł Jacka Żakowskiego albo jakiegoś innego lewicowego publicysty.

Nie było tam w gruncie rzeczy ani jednego słowa uzasadniającego, dlaczego rzeczywiście trzeba skrócić kadencję Sejmu.

Zadajmy sobie kilka prostych pytań, dlaczego do tej debaty dzisiaj doszło? Pierwsze pytanie, może nie najważniejsze, ale bardzo istotne: czy opozycja wspierała nas, wspierała Prawo i Sprawiedliwość i koalicję, w procesie ratowania państwa, w procesie naprawy państwa? Trzeba odpowiedzieć sobie zdecydowanie: nie.


Od roku ze strony partii opozycyjnych płynie w kierunku rządu potok obelg, bo tego słowa tutaj trzeba użyć. Bycie, Wysoki Sejmie, w opozycji oznacza konieczność prowadzenia stałego merytorycznego sporu z rządem i popierającymi go partiami politycznymi.

Spór ten nigdy jednak nie może przybrać formy permanentnej negacji i ustawicznego ataku na wszystkie ośrodki władzy, co wy robicie już od 10 miesięcy.

Jeżeli tak się dzieje, to opozycja przestaje być dla rządzących partnerem w sporze politycznym, a staje się podstawową siłą destrukcyjną w państwie.

Każda opozycja ma niezbywalne prawo do krytyki rządu. Ale obecna krytyka rządu przerodziła się w bezmyślny opór i dialog z większością, w jednostronny krzyk nierozumnego oporu przed jakimikolwiek zmianami.

Warto postawić sobie kilka pytań: Dlaczego tak się dzieje? Kto programowi naprawy państwa sprzeciwiał się i jakie stosował metody? Otóż trzeba tutaj powiedzieć wyraźnie: są dwa ugrupowania polityczne, współdziałające ze sobą do tego stopnia, że jeszcze rok temu trudno byłoby uwierzyć w sojusz lewicy demokratycznej z Platformą Obywatelską.

Teraz tworzą znany nam z historii centrolew, nie najlepiej zapisany w naszej historii. Podczas pierwszych rozmów koalicyjnych przywódcy jeszcze w ubiegłej kadencji, opozycyjnego do nas ugrupowania zastosowali wobec Prawa i Sprawiedliwości presję, żeby nie powiedzieć rodem z porządku bolszewickiego, wymuszając na nas taką formę negocjacji, która odrzuciła powszechną praktykę rokowań dla stworzenia rządu.

Pamiętamy czasy, przynajmniej z historii, trockistowskie, w jaki sposób ta metoda jawnej dyplomacji była przez Trockiego i jego bolszewickich kolegów stosowana.

Zapraszając do rozmowy z udziałem kamer i dziennikarzy, z góry zakładano ich fiasko. I to jest właśnie ten trockizm. Współczesny trockizm. Od tamtego czasu mamy do czynienia z całą gamą technik manipulacyjnych polegających na celowym ujawnianiu emocji, stawianiu warunków nie do przyjęcia - ta większość ministerstw w rządzie dla koalicjanta i odwracaniu uwagi opinii publicznej od spraw najważniejszych, prowokowaniu konfliktów między innymi poprzez ataki personalne.

Co było efektem tych działań? Otóż efektem tych działań była czysta, zwykła brutalizacja życia publicznego. Ostateczne doprowadzono do zgody, do stworzenia atmosfery, dzięki której zgodzono się na prowokację polityczną z zastosowaniem metod znanych tajnym służbom.

A co to może oznaczać? Może, oznaczać jedno - opozycja za wszelką cenę nie chciała dopuścić do tego, aby rząd Jarosława Kaczyńskiego odkrył prawdę o III Rzeczypospolitej, żeby odkrył prawdę o tym, jakie mechanizmy rządziły nami przez ostatnie 17 lat.

Dzisiaj Sojusz Lewicy Demokratycznej domaga się wyborów parlamentarnych. Pytamy: dlaczego? Uzasadnienie wniosku złożonego przez SLD przypomina proste, świadome wprowadzanie ludzi w błąd, czyli zwykłą dezinformację, dobrze znaną nam z czasów komunistycznych.

A czynią to, aby powstrzymać odkrywanie ich niecnych działań z lat poprzednich, kiedy to przywódcy lewicy postkomunistycznej wykorzystywali funkcje publiczne do załatwiania własnych prywatnych interesów, czego ostatnim przykładem jest ujawniony niedawno zakup mieszkań, prawie za darmo, w Warszawie.

Czynią to, aby zatuszować ich udział w przestępstwach, za które część z nich już siedzi w więzieniach, a część jest podejrzana.
Ale to dopiero, panowie, wierzchołek góry lodowej - to jest wierzchołek góry lodowej. I słusznie boicie się - słusznie się boicie.

Dlaczego, Platforma Obywatelska przyłączyła się do tych postkomunistów, z jakiego powodu?

Są naszym zdaniem co najmniej trzy tego przyczyny. Po pierwsze, oni posiedli czy nabyli żądzę władzy dla samego jej sprawowania. Oświadczył to przed kilkoma dniami jeden z przywódców Platformy Obywatelskiej w jednej z telewizji komercyjnych.

Wprost powiedział, że oni nie myślą o tym, z kim będą rządzić - oni chcą wyborów, bo chcą wygrać, bo oni chcą władzy. W wywiadzie w tygodniku ˝Przekrój˝ to samo. Oni nie mówią o programie, oni nie prowadzą z nami sporu politycznego na temat naprawy państwa, na temat porządkowania państwa.

Oznaczać to może, że oni nie mają programu, bo program naprawy państwa realizuje Prawo i Sprawiedliwość z koalicjantami.

Po drugie, oni uważają się, a przynajmniej niektórzy z nich uważają się za ideologicznych liberałów. Bardzo dobrze, jest to pogląd na świat, każdy z nas ma prawo. Jedni są narodowcami, inni konserwatystami, inni socjaldemokratami, najczęściej rodem z PZPR czy z Polski komunistycznej, ale przynajmniej na zewnątrz próbują być socjaldemokratami na wzór zachodnich demokracji.

Ale, jeżeli patrzymy na ich działania, to dla żądzy władzy, poprzez destrukcję w prowadzeniu do destrukcji państwa oni ten swój liberalizm, można powiedzieć, zdradzili.

Bo liberał kierujący się w życiu publicznym wyłącznie rozumem powinien działać co najmniej trochę racjonalnie, myśląc o sprawach publicznych, a w ich działaniu tej racjonalności nie widać.

Powinni wiedzieć, że do dobrego funkcjonowania państwa polskiego jako wielkiej wspólnoty z tysiącletnią tradycją, którą nie tylko trzeba znać, ale i szanować, nie wystarczy sam rozum - potrzebny jeszcze jest szacunek i to zwykłe poczucie przyzwoitości i umiłowania ojczyzny. Tego niestety w zbyt wielu miejscach tam nie ma.

Pozostaje nam jeszcze trzecia przyczyna, którą jest wielkie podejrzenie - rosnące w gruncie rzeczy z dnia na dzień wraz z ciągłym ujawnianiem elementów szafy Lesiaka, jakiejś innej szafy; obawa przed ujawnianiem raportu z likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych - że oni boją się ujawnienia historii III Rzeczypospolitej, prawdy o III Rzeczypospolitej, prawdy o ich udziale w obaleniu rządu Jana Olszewskiego, prawdy o rozbijaniu sił politycznych metodami ubeckimi, gdy byli w rządzie Hanny Suchockiej, prawdy o tym, jak zmarnowano wielki majątek narodowy w postaci kilkuset przedsiębiorstw, ponad 500 przedsiębiorstw w ramach tego słynnego programu Janusza Lewandowskiego -narodowych funduszy inwestycyjnych, prawdy o niejasnym przekształceniu systemu bankowego w Polsce i prawdy o tym, kto na tym korzystał - kto na tym korzystał.

Jest oczywiście czwarta przyczyna - to nasze sukcesy i program rządu, program rządu Jarosława Kaczyńskiego, który to rząd chcieliście obalić. Dlatego jesteśmy przeciwko skróceniu kadencji Sejmu.

Ten program rządu, to nie jest program naprawy państwa tylko, to jest program solidarnej polityki gospodarczej, to jest program solidarnego państwa. Ale my zawsze mówiliśmy tutaj - i 4 lata temu, 3 lata temu i od początku tej kadencji - że zanim będziemy wspierać gospodarkę, będąc przekonanymi, że gospodarka może śmiało rozwijać się bez przeszkód, służąc każdemu pojedynczemu człowiekowi, najpierw musimy naprawić aparat państwowy, najpierw musimy spowodować, że to naczynie, którym jest budżet państwa, podziurawione przez różnych liberałów i postkomunistów, którzy przez ostatnich 17 lat działali w Polsce musimy te dziury w tym naczyniu pozatykać, żeby w budżecie państwa zostały pieniądze i żeby te pieniądze sprawiedliwie dzielić.

Te dziury - jeden przykład podam. Afera paliwowa, która zaistniała najprawdopodobniej pod opieką byłych służb wojskowych, służb informacyjnych, związana jest z działaniem mafii paliwowej i wielu ważnych polityków właśnie z tamtej strony sali, dziś siedzących w opozycji, związanych jest z tą aferą paliwową. Ta afera paliwowa rokrocznie kosztuje budżet państwa 6 mld zł.

Wyobraźcie sobie, ile pieniędzy moglibyśmy zaoszczędzić, gdybyśmy działali razem, wspólnie, gdybyście nas wspierali w naprawie państwa.

Cały obszar funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości i naprawy wymiaru sprawiedliwości, porządkowania wymiaru sprawiedliwości - o tym, proszę państwa, zwykły, normalny człowiek wie i to widzi.

Sam fakt usprawnienia funkcjonowania policji i innych służb strzegących bezpieczeństwa i publicznego, i powszechnego, łącznie z zarządzaniem kryzysowym - o tym każdy wie i każdy to widzi. Choćby jedna prosta ustawa, której uchwalenie Platforma Obywatelska chciała opóźnić poprzez wprowadzanie niepotrzebnych poprawek - ustawa Prawo zamówień publicznych.

Co ona powoduje? Ona samorządom, przedsiębiorstwom, wszystkim ludziom, którzy chcą korzystać ze wsparcia europejskiego, w znacznym stopniu ułatwia korzystanie z funduszy europejskich. Bo my, przychodząc do władzy, Kazimierz Marcinkiewicz, zostając premierem, co zastał? 1,5%, od czasów Sojuszu Lewicy Demokratycznej, wykorzystanych środków unijnych na 100% - 1,5%. Takie są zapóźnienia.

Kończąc już - rząd Jarosława Kaczyńskiego zaledwie rozpoczął naprawę i przebudowę państwa. Zmiany wymagają nie tylko woli, której nikt nie odmówi temu rządowi, ale także czasu. Ten czas potrzebny jest i rządowi, i nam w parlamencie.

Dlatego też stawiamy pytanie: Jaką cenę można i warto zapłacić za porządkowanie Polski? Naszym zdaniem warto zapłacić znaczną cenę, by to, co rozpoczęliśmy przed 10 miesiącami, dokończyć lub choćby zaawansować na tyle, by następne rządy, jeżeli byłyby to rządy Platformy Obywatelskiej i Sojuszu Lewicy Demokratycznej, czyli tego centrolewu, nie mogły procesu zmian zatrzymać - by złodziei wsadzać do więzienia, by odciąć te korzenie starego PRL, te kotwice, które nas jeszcze w PRL trzymają, by umożliwić normalny, sprawiedliwy i solidarny rozwój Polski.

Ale ta cena jest często niepopularna i trudna dla nas. To są decyzje, które podejmujemy nie z lekkim sercem. Niestety bywa i tak, że nie mamy wyboru: albo zyskujemy w sondażach, jak tego życzycie sobie, podejmując jakąś pryncypialną decyzję, albo wybieramy naprawę państwa kosztem nawet naszego wizerunku, dobrego samopoczucia czy szans wyborczych na przyszłość.

Bo chodzi tutaj o Polskę, a nie chodzi o interesy partyjne, o dobre samopoczucie liberałów czy komunistów. Czy jest to cena wygórowana? Prawo i Sprawiedliwość nie waha się odpowiedzieć na to pytanie. Nie boimy się wyborów, ale jesteśmy przekonani, że nie zmienią one naszego układu politycznego tak znacząco, żeby ułatwić zmianę sytuacji w Polsce chyba że na gorsze. A do tego nie dopuścimy.

Lepiej nam w tej chwili prowadzić politykę w ramach tej koalicji i wspierając rząd Jarosława Kaczyńskiego, aniżeli godzić się na to, co wy proponujecie - na destrukcję sytuacji w Polsce. Dziękuję bardzo.
Data dodania: 2006-10-16
Marek Kuchciński w "Kontrwywiadzie RMF FM": Koalicja może powstać jeszcze dzisiaj
Kamil Durczok: W dobrym humorze od rana, znaczy, że negocjacje toczą się gładko?

Marek Kuchciński: Zawsze od rana trzeba mieć dobry humor.

Kamil Durczok: A wieczorem się psuje, jak rozmawia się z Andrzejem Lepperem przez cały dzień?

Marek Kuchciński: Nie zawsze.

Kamil Durczok: A jak było wczoraj?

Marek Kuchciński: Wyszliśmy ze spokojnymi minami.

Kamil Durczok: Dziś powstanie ta nowa-stara koalicja?

Marek Kuchciński: Wiele wskazuje na to, że tak, ale jest jeszcze wiele takich spraw, w pewnym stopniu szczegółowych, ale ważnych, nad którymi musimy się zastanowić.


Kamil Durczok: Chodzi o stanowisko ministra rolnictwa i wicepremiera dla Leppera?

Marek Kuchciński: W pewnym sensie tak. Trzeba nad tym się zastanowić.

Kamil Durczok: Strapiła się panu mina. To dla PiS-u problem, tak?

Marek Kuchciński: Problem polega na tym, że mamy świadomość, że Samoobrona stawia to jako jedną z zasadniczych spraw. A drugiej strony są doświadczenia z panem Lepperem w rządzie – to one spowodowały, że koalicja rozpadła się. Nie brak realizacji programu rządowego, tylko działania pana Leppera i stąd rzeczywiście jest to kłopot.

Kamil Durczok: Co musiałoby się wydarzyć, by państwo powiedzieli, zwłaszcza po tych słowach premiera, że z ludźmi o marnej reputacji nigdy więcej nie wolno już rozmawiać, co musiałoby się takiego wydarzyć, by Lepper znów stał się partnerem do rozmowy?

Marek Kuchciński: W tej chwili tak już jest. Z naszego punktu widzenia jednym z elementów, które są naszą barierą jest rosnące przeświadczenie, że PO dąży, i to po trupach, do wyborów po to, by te wybory wygrać, ale nie proponuje żadnego programu. Jan Maria Rokita parę dni temu to wprost powiedział.

Kamil Durczok: Czyli znowu się organizujecie przeciwko komuś, a nie za czymś? Myślałem, że jak się zawiązuje koalicję, to się ma program, by go realizować. A z pańskich słów wynika, że tak naprawdę jest to koalicja przeciwko Platformie.

Marek Kuchciński: Nie, zupełnie odwrotnie. Działamy, by ten program solidarnego państwa dalej skutecznie realizować. Natomiast patrzymy na to, że opozycja, PO prowadzi taką politykę przeciwko.

Kamil Durczok: Taka rola opozycji.

Marek Kuchciński: Proszę bardzo, niech zaproponują program. A oni mówią: nie, bo nie. Dlatego, że oni chcą wygrać.

Kamil Durczok: Wyraźnie pan się ożywił, jak mówi pan o Platformie. Znacznie mniej chętnie mówi pan o koalicji z Samoobroną. Rozumiem, że jest to trudniejszy temat, ale zapytam po raz trzeci: czy wyobraża pan sobie koalicję np. z Renatą Beger?

Marek Kuchciński: To jest trudne pytanie, bardzo trudno mi odpowiedzieć na nie w tej chwili.

Kamil Durczok: Wyobrażać to chyba pan sobie może. Albo pan sobie wyobraża, albo nie. Czy ona będzie, czy nie to inny temat.
Marek Kuchciński: Ale w polityce lepiej chodzić po ziemi, lepiej pragmatycznie postępować, aniżeli snuć marzenia.

Kamil Durczok: To a propos tego pragmatyzmu, Andrzej Lepper powiedział dziś ramo w radiu TOK FM, że na umowie koalicyjnej powinna się znaleźć kontrasygnata prezydenta. Czy prezydent też się powinien podpisać na tej umowie? Jakby pan to skomentował?

Marek Kuchciński: Jeżeli wszyscy koalicjanci i wszyscy rozmówcy zgodziliby się i sam prezydent byłby zainteresowany to myślę, że można by to było traktować poważnie. Ale jeżeli nie, to myślę, że tutaj specjalnie nie ma takiej potrzeby i myślę, że są to jedne z propozycji pana Leppera, które nie raz wypowiadał.

Kamil Durczok: Ja tak pana obserwuję i pan jest w ewidentnym kłopocie mówiąc o powrocie Andrzeja Leppera do rządu. To jest problem rozumiem, ale rozumiem, że nie wyklucza pan takiej możliwości; nie wyklucza pan możliwości koalicji z Samoobroną, w której jest Renata Beger; nie wyklucza pan tego, że na tej umowie koalicyjnej znalazłby się podpis prezydenta. To co? Dzisiaj po południu podpisanie?

Marek Kuchciński: Jest jeszcze myślę kilkanaście spraw dotyczących między innymi niektórych projektów ustaw, które musimy jeszcze dziś omówić, żeby być przekonanym, że nawet pomimo różnicy zdań, warto koalicję zawiązać i nie skracać kadencji Sejmu. Przed tym finałem rozmów ja nie mogę odpowiedzieć „tak”, albo „nie”.

Kamil Durczok: A czy jest rozważany taki wariant, że powstaje umowa koalicyjna, zawiązuje się koalicja, ale z nominacją Andrzeja Leppera na stanowisko wicepremiera, ministra rolnictwa czekacie do wyborów samorządowych, czyli do 12 listopada?

Marek Kuchciński: Wydaje mi się, że nie można wykluczyć żadnego wariantu. Jeżeli wszyscy na to zgodziliby się, to nawet może to byłoby jakieś rozwiązanie.

Kamil Durczok: A co na to wyborcy PiS, jak pan myśli?

Marek Kuchciński: Mamy informacje z całej Polski. Spotykamy się posłowie i senatorowie. Jest dość szerokie i dość poważne zrozumienie naszej sytuacji. Aczkolwiek niechęć do powrotu do koalicji Andrzeja Leppera także jest duża.

Kamil Durczok: I dlatego pan apelował w Radiu Maryja, o to żeby radiosłuchacze zrozumieli taką sytuację, taką konieczność?

Marek Kuchciński: Owszem. Wyjaśniałem meandry, czy kulisy dzisiejszych naszych sytuacji. Wydaje mi się, że jest poważne zrozumienie tej sytuacji.

Kamil Durczok: Patrzę na pana Kuchcińskiego i mogę powiedzieć, że koalicja rodzi się w bólach. Dziękuję za rozmowę.
Data dodania: 2006-10-15
Marek Kuchciński, szef KP PiS był gościem specjalnym przemyskiej konwencji wyborczej PiS - SAMORZĄD 2006
„Chciałbym, aby kampania do samorządów nie była odzwierciedleniem sporów, które toczą się w Sejmie czy w mniejszym stopniu w Senacie.

Chciałbym, aby nowo wybrane samorządy skutecznie wykorzystały miliardy euro, które będziemy mogli otrzymać w przyszłym roku z Unii Europejskiej. Dlatego rząd Prawa i Sprawiedliwości musi kontynuować pracę. Gdyby została ona teraz przerwana, czego domaga się Platforma Obywatelska, Polska straciłaby szansę na wykorzystanie tych funduszy.

Od 1 stycznia muszą bowiem wejść w życie odpowiednie przepisy, które rząd teraz przygotowuje, a więc przerwanie jego pracy choćby na kilka miesięcy uniemożliwi Polsce skorzystanie z ogromnych pieniędzy.

Widać, opozycji, która nawołuje do wcześniejszych wyborów, nie chodzi o dobro Polski, a jedynie o zdobycie władzy” – mówił Marek Kuchciński, przewodniczący KP PiS podczas dzisiejszej samorządowej konwencji wyborczej w Przemyślu.

Na konwencję, która rozpoczęła się o godzinie 13.00 na Zamku Kazimierzowskim przyszło ponad 250 osób. Zebranym przedstawiono kandydata PiS na prezydenta Przemyśla – Roberta Chomę, kandydatów do Sejmiku Wojewódzkiego oraz do Rady Miejskiej.


„Rząd Prawa i Sprawiedliwości przyjął Program Dla Polski Wschodniej, w wyniku którego województwo podkarpackie otrzyma miliardy złotych, a takie powiaty jak przemyski czy jarosławski będą miały do dyspozycji setki milionów złotych. Dlatego bardzo ważne jest, aby do samorządu wybrać takich przedstawicieli, którzy będą przede wszystkim dbać o dobro wspólne i będą potrafili przez całą kadencję merytorycznie pracować. Takich kandydatów ma Prawo i Sprawiedliwość” - kontynuował Kuchciński, który był gościem specjalnym konwencji.

Gośćmi byli także posłowie PiS Andrzej Ćwierz i Mieczysław Golba oraz wicewojewoda podkarpacki Dariusz Iwaneczko.

„Gdyby nie poparcie obecnych parlamentarzystów PiS, w tym przede wszystkim Marka Kuchcińskiego miasto nie otrzymałoby dotychczas tak dużych środków. Podobnie jest z naszą współpracą z rządem PiS, która układa się doskonale. Nareszcie otrzymujemy konkretne wsparcie, a nie obietnice” – powiedział Robert Choma:

Kandydat PiS na prezydenta Przemyśla omówił jeszcze plany inwestycyjne dla miasta: między innymi budowę mostu Kmiecie – Sanocka, dalszą rozbudowę stoku narciarskiego oraz powstanie obwodnicy łączącej przejścia drogowe w Medyce i Malhowicach.

W drugiej części spotkania odbyła się dyskusja z udziałem mieszkańców.
Data dodania: 2006-10-08
Marek Kuchciński, szef KP PiS uczestniczył 7 października w wiecu poparcia dla rządu premiera Jarosława Kaczyńskiego. Z Podkarpacia do Warszawy przjechało około 1000 osób.
O godzinie 13:00 odśpiewaniem hymnu narodowego rozpoczął się przed Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie wiec poparcia dla obecnego rządu. Według rachunków organizatorów uczestniczyło w nim 15 tysięcy osób. Hasłem wiecu była „Solidarna Polska”. Spotkanie miało charakter rodzinny.

Uczestnicy wiecu trzymali transparenty z nazwami miast z całej Polski, z napisami m.in.: „Jarosław Kaczyński premier z Warszawy”, „Razem dla Rzeczpospolitej”, a także flagi Solidarności i biało-czerwone sztandary.


W zgromadzeniu udział wziął premier Jarosław Kaczyński. Uczestniczyli w nim także parlamentarzyści Prawa i Sprawiedliwości oraz ministrowie.

Uczestników wiecu przywitał eurodeputowany Michał Kamiński. Podkreślił on, że jego członkowie są „naprawdę razem”.

„Chcę byśmy oklaskami i przyjaźnie odnieśli się do tych, którzy dzisiaj przyjechali do Warszawy, by przeciwko nam protestować” - mówił Kamiński nawiązując do „Błękitnego marszu” PO, który w tym czasie odbywał się w Warszawie.

„My nie popieramy ich liderów, uważamy że ich liderzy oszukują, uważamy że ich liderzy jątrzą, ale my kochamy i szanujemy także tych, którzy są zwolennikami Platformy Obywatelskiej” - powiedział Kamiński. „Jad nienawiści, który od ponad roku liderzy Platformy Obywatelskiej sączą w polski naród, jest jadem, który nas nie zatruł. My ich kochamy, bo kochamy Polskę. Nienawiść zostawiamy im” - podkreślił eurodeputowany.

Stwierdził, że wierzy, że „wielu porządnych ludzi z PO” będzie chciało się przyłączyć do wiecu PiS, jeśli zobaczą „kto się do ich marszu dołącza”.

Dodał, że wiec będzie przebiegał wesoło i przy muzyce. „Często nas, ludzi Prawa i Sprawiedliwości pokazują jako ponuraków, ludzi którzy się zajmują tylko polityką. A my chcemy dzisiaj pokazać, że ten wiec, że to spotkanie jest spotkaniem radości, jest spotkaniem poparcia i na tym spotkaniu nie zabraknie muzyki” - powiedział.

Zebrani słuchając muzyki i wystąpienia m.in. ministra zdrowia Zbigniewa Religii, oczekiwali na przemówienie premiera Jarosława Kaczyńskiego.

Minister zdrowia stwierdził, że nigdy nie przepadał za wiecami, ale jest przekonany, że zrobił dobrze uczestnicząc w sobotnim wiecu poparcia dla rządu Jarosława Kaczyńskiego. Powiedział, że aby poprawić bezpieczeństwo zdrowotne trzeba mieć wsparcie w parlamencie i wsparcie Polaków. „Tego wsparcia od was oczekujemy” - podkreślił.

Uczestnicy wiecu z Białegostoku, którzy przyjechali do Warszawy w sobotę rano autokarami, mówili w rozmowie z reporterami PAP, że w pełni zgadzają się z tym co robi w Polsce PiS. „Żeby Polska była Polską” - to, jak twierdzili, skłoniło ich do przyjazdu do stolicy.

Jedna z mieszkanek Mokotowa natomiast zapewniła, że będzie popierać „rząd Kaczyńskiego do swojej śmierci”. Podkreśliła, że w pełni zgadza się z przemianami, które dokonują się obecnie w kraju.

Premier Jarosław Kaczyński podziękował jego uczestnikom. „Dziękuję tym bardziej, że zawsze łatwiej zmobilizować się przeciw, że łatwiej porzucić swoje codzienne zajęcia, zrezygnować z codzienności, żeby się czemuś przeciwstawić, a ten nasz wiec jest za” - powiedział. „To jest spotkanie za naprawą Rzeczypospolitej” - podkreślił Jarosław Kaczyński szef rządu.

„To jest spotkanie za naprawą Rzeczypospolitej, za nowym kształtem życia publicznego, za sprawiedliwością, za solidarnością, za prawdą, za budową wspólnoty, naszej wspólnoty, wspólnoty Polaków, wspólnoty narodowej” - dodał premier.

Powiedział, że być we wspólnocie to znaczy poczuwać się do współodpowiedzialności za innych, wiedzieć, że losy poszczególnych ludzi, członków wspólnoty, to także nasza sprawa.

„Musimy patrzeć także na innych. Pewne elementarne prawa są dla każdego, dla każdego, kto chce należeć do wspólnoty i przestrzegać jej reguł, jej praw” - podkreślił Jarosław Kaczyński.

„Praca, mieszkanie, opieka zdrowotna, edukacja, poczucie bezpieczeństwa - to są elementarne prawa, których realizacji mamy obowiązek i prawo domagać się od państwa” - mówił w sobotę premier.

„Bo państwo powinno być niczym innym, jak emanacją wspólnoty (obywateli) powinno wspólnocie służyć i działać, aby te prawa, te dobra były zapewnione” - powiedział szef rządu.

Zdaniem Kaczyńskiego, sensem działania jego rządu jest przywrócenie państwa wspólnocie i doprowadzenie do tego, aby te prawa, które wymienił wcześniej, „były wykonywane, aby każdy członek naszej wspólnoty miał możliwość uzyskania właśnie tych wartości, tych możliwości, by państwo wykonywało swoje podstawowe obowiązki, umacniało i budowało wspólnotę”.

„Nie boimy się prawdy o przeszłości i teraźniejszości, chcemy ją ujawniać z całą siłą i konsekwencją, ale odpowiedzialnie” - podkreślił Jarosław Kaczyński.

„Dziś w naszym życiu narodowym prawda o przeszłości i prawda o teraźniejszości w ostatnich 17 latach jest ważna, bardzo ważna. Opowiadamy się jednoznacznie za jej ujawnianiem” - stwierdził premier.

Powiedział, że trzeba to robić „odpowiedzialnie, nie oczerniając ludzi niewinnych, a czasem zasłużonych, nie grzebiąc się w osobistych sprawach, ale z całą siłą i konsekwencją”.

„Nie boimy się prawdy. Także prawdy o swych błędach. Błędów nie popełnia tylko ten, kto nic nie robi. A my robimy dużo i chcemy robić dużo” - mówił premier.

„Warto być Polakiem, warto by Polska trwała. To twierdzenie, wokół którego organizuje się dziś w Polsce wielki ruch nadziei i naprawy, nadziei i ochrony” - powiedział szef rządu.

„Wasza tu obecność jest dowodem, że ten ruch się już zrodził, że jest już faktem” - zwrócił się premier do uczestników wiecu.

„Ten ruch to przede wszystkim gotowość do postawy czynnej, do pracy, do nadziei, do zabiegania o polskie sprawy ze wszystkimi, którzy chcą dobra Polski i którzy tą nadzieję podzielają” - dodał.

„Nie dzielimy Polski na różne zony, ale tu jest Polska i ci, którzy kłamią, tego faktu nie zmienią” - zapewniał premier.

„Tu jest Polska, tu jest przyszłość naszego narodu, tu jest przyszłość naprawy Rzeczypospolitej, tu jest przyszłość Rzeczypospolitej czwartej” - powiedział.

Uczestnicy wiecu skandowali: „Niech żyje premier” i odśpiewali mu „Sto lat”.

„Chcemy bronić większościowego rządu, bo taki rząd jest dzisiaj Polsce potrzebny” - zapewniał Jarosław Kaczyński.

„Kiedy rok temu wygraliśmy wybory, wyciągnęliśmy rękę do tych, którzy zapewniali, że mają podobne cele. Ta ręka została odrzucona. Staliśmy się przedmiotem ataków, obelg. I musicie przyznać, że odpowiadaliśmy na nie z umiarem i bardzo rzadko” - podkreślił szef rządu.

„Wiedzieliśmy, że fakty są za nami, że w Polsce sytuacje się poprawia we wszystkich właściwie wymiarach, począwszy od gospodarki, skończywszy na bezpieczeństwie” - dodał Jarosław Kaczyński.

Stwierdził też, że nie zmienią tego „przykre, godne ubolewania wydarzenia”, do których doszło w ostatnim czasie. „Nie zmienią, bo doszło do nich dlatego, że chcemy bronić większościowego rządu, bo taki rząd jest dzisiaj Polsce potrzebny” - powiedział premier.

„Jego alternatywa, liberalna alternatywa, będzie niszczyła - nie wzmacniała - wspólnotę. Będzie zabierała słabszym, a oddawała silniejszym. Będzie godziła w różnego rodzaju wartości i przede wszystkim będzie godziła w prawdę, a my prawdy się nie boimy” - dodał.

Siłą Polaków jest jedność - w jedności jest siła, w jedności jest przyszłość naszej ojczyzny, naszego narodu - podkreślił premier Jarosław Kaczyński podczas sobotniego wiecu PiS przed Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie.

Według prezesa PiS, „Polska potrzebuje dziś spokoju, potrzebuje bezpieczeństwa, potrzebuje prawdy i potrzebuje pracy”.

„Zwracam się do was, panie i panowie, Polki i Polacy, abyście to przesłanie przekazywali wszystkim, których napotkacie, byście szli do wszystkich z wyciągniętą ręką” - mówił Jarosław Kaczyński.

Premier powiedział, że program jego rządu ma wzmocnić wspólnotę i nie jest wymierzony przeciwko nikomu, najwyżej - przeciwko złoczyńcom.

„Ten program odnosi się w wielkiej mierze do tych, którzy się poza wspólnotą znaleźli, do wykluczonych, ale to nie jest program przeciwko komukolwiek, poza może złoczyńcami” - zaznaczył premier.

„Każdy uczciwy człowiek może go poprzeć, każdy uczciwy człowiek, który ma poczucie empatii, potrafi się wczuć w los innych, który jest po prostu życzliwy wobec innych, może ten program poprzeć, powinien go poprzeć - niezależnie od swojej sytuacji, niezależnie od tego, że może być człowiekiem, któremu się udało, czy bardzo udało” - podkreślił premier.

„Jeśli tylko uczciwie uzyskał to, co ma, nawet jeśli ma bardzo dużo, to ma pełne podstawy do tego, by ten program wspierać. To jest program wszystkich uczciwych Polaków” - zaznaczył szef rządu.

Jarosław Kaczyński stwierdził, że działania jego rządu m.in. zwiększanie wydatków na ochronę zdrowia, na naukę, nauczycieli, policję i wymiar sprawiedliwości oraz wspieranie wsi, mają na celu umacnianie wspólnoty.

Kończąc swoje wystąpienie podczas sobotniego wiecu w Warszawie, premier uniósł dłoń na znak „V” - zwycięstwa - i powiedział: „Zwyciężymy, tym razem do końca!”. Zebrany tłum zaczął skandować: „zwyciężymy, zwyciężymy!"

Całe przemówienie Jarosława Kaczyńskiego było przerywane oklaskami oraz okrzykami tłumu. Zebrani przed Pałacem Kultury skandowali m.in. „Niech żyje premier”, „Popieramy”. Na koniec odśpiewali premierowi „Sto lat”.

Ostatnim punktem wiecu poparcia dla rządu był występ zespołu Lombard.

Premier po zakończeniu swojego przemówienia udał się natomiast do Kościoła Wszystkich Świętych w Warszawie, gdzie w soboty mają miejsce modlitwy za Ojczyznę.

Za portalem PiS.
Data dodania: 2006-10-06
Rozmowa "Nowin" z Markiem Kuchcińskim, przewodniczącym Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość
Nowiny: Senator Stefan Niesiołowski z PO powiedział w Krośnie, że moralnie czas tego rządu skończył się w pokoju hotelowym Renaty Beger.

M.K.: Do wypowiedzi pana senatora nie chcę się odnosić przez szacunek dla jego zaangażowania w czasach opozycji.

N.: To unik. A senator wręcz odmówił temu rządowi moralnego prawa do działania.

M.K.: No to powiem tyle: powinien jak najszybciej odejść z polityki, bo plecie głupstwa i działa na zamówienie sił postkomunistycznych. Metody negocjacji zmierzających do utworzenia większości rządowej są na całym świecie takie same. A obecnie w Polsce odnoszą się do realiów politycznych. To, że teraz jest wielkie oburzenie, choć wcześniej wiedziano o takich praktykach i je stosowano, to czysta hipokryzja ze strony dziennikarzy, komentatorów i polityków.


N.: Co z tego, że robiono tak wcześniej? Ludzie wybrali was dlatego, że mieli nadzieję, iż rządy PiS to zmienią. I się zawiedli.

M.K.: Do współpracy z Samoobroną zmusiła nas Platforma Obywatelska. I to wszystko. Powiem tak: jesteśmy zdecydowani przeprowadzić zmiany w Polsce. To się wielu siłom nie podoba. Żeby prowadzić politykę zmian, żeby oczyścić Polskę z układu, byliśmy zdecydowani rozmawiać nawet z takimi osobami, jak ta pani poseł z Samoobrony, jeśli inni posłowie z PO nie chcą. Dla interesu państwa rozmawia się z tymi, którzy chcą rozmawiać.

N.: Ale czy interes państwa usprawiedliwia sposób, w jaki rozmawiał z panią Beger poseł Lipiński?

M.K.: On żadnych ofert nie składał. To jest kłamstwo rzucane przez postkomunistów i Platformę. Pan Lipiński tylko odnosił się, przez grzeczność, do propozycji, które były składane z drugiej strony. Przypominam, że nie chodziło o jedną panią poseł, tylko o to, że ona występowała w imieniu grupy posłów.

N.: To znaczy, że nie ma problemu? Że pan Lipiński nie zrobił niczego niewłaściwego? Dlaczego PiS nie chce rozmawiać w sposób poważny o treści tych taśm?

M.K.: To jest tak: należy tutaj jeszcze raz wszystkich czytelników Nowin przeprosić za to, że zostaliśmy zmuszeni do stosowania takich metod. I że jesteśmy zmuszeni rozmawiać z takimi ludźmi.

N.: Ale kto was zmuszał?

M.K.: Konieczność utworzenia większości parlamentarnej oraz realizacja polityki zmian w państwie. Miejmy na uwadze, że chodzi o likwidację układu mafijnego, który korzysta na budżecie państwa. Przykład pierwszy z brzegu: afera paliwowa. To 6 mld zł rocznie straty dla budżetu państwa. A za te 6 mld moglibyśmy wprowadzić stawki podatkowe 18 i 32 proc.

Drugi przykład: afera związana z tym, co się dzieje w polskiej piłce nożnej. Inny: konieczność wyjaśnienia skomplikowanych i niejasnych przekształceń własnościowych w sektorze bankowym. Albo afera z Narodowymi Funduszami Inwestycyjnymi. Kto je wprowadzał?

Liberałowie z dzisiejszej Platformy. A potem realizowali to postkomuniści z SLD. Aferę z osoczem w Mielcu i związanych z nią postkomunistycznych polityków znamy z naszego podwórka. Afery kosztują budżet państwa 100 mld zł rocznie. A dziura budżetowa wynosi tylko 30 mld. Warto więc dokonywać zmian w państwie czy nie?

N.: Listę afer można by jeszcze wydłużyć. Tyle, że cel nie uświęca środków, a zdaniem części elektoratu, PiS po aferze z taśmami pani Beger stracił moralne prawo do wprowadzania tych zmian.

M.K.: Gdy nie możemy zastosować innych metod, to trzeba stosować takie, które rozumieją inni.

N.: Ale cel nie uświęca środków!

M.K.: Powtarzam: co do metod, to jest rzecz naganna. Pracujemy nad zmianami ordynacji wyborczej, żeby nie dopuścić do takiej sytuacji, jaka miała miejsce. To jest choroba demokracji nie tylko w Polsce.

N.: Czy artykuł w "Gazecie Polskiej” o Milanie Suboticiu to była - jak chce większość mediów - zemsta PiS na TVN za taśmy pani Beger?

M.K.: Nie wiem, jakie media chcą to widzieć w ten sposób. Znam opinie wielu dziennikarzy, którzy uważają, że pana Suboticia wskazaliśmy trafnie.

N.: Artykuł w "Gazecie Polskiej” PiS natychmiast wykorzystał do ataku na TVN. Powiem tak: w waszym interesie by było, żeby "Gazeta Polska” się nie myliła.

M.K.: Byliśmy i jesteśmy przekonani, że to, co zrobił TVN, było elementem prowokacji politycznej wymierzonej w rząd Jarosława Kaczyńskiego. Po to, by nie wprowadzał zmian. Boją się tych zmian różne siły.

N.: W środę rozmawiałem ze współtwórcą programu "Teraz my”, Tomaszem Sekielskim. Zapewniał, że nikt ich nie inspirował, a pan Subotić dowiedział się o istnieniu taśm dopiero z telewizji.

M.K.: No i cóż ja mogę powiedzieć? Taśmy zostały wyemitowane w stacji, w której pan Subotić jest zastępcą dyrektora programowego. Ale pozostawmy to, niech stosowne organa wyjaśnią, czy to, co napisała "Gazeta Polska”, jest prawdą i czy pan Subotić był agentem WSI, czy nie.

W naszym przekonaniu informacje podane przez "Gazetę Polską” potwierdzają tylko nasze przypuszczenia, że nastąpiła tu wielka manipulacja z udziałem jednej z telewizji komercyjnych.

N.: Czy PiS - zamiast zjednywać sobie zwolenników - nazbyt nie mnoży wrogów? W tym tak wpływowego, jak media?

M.K.: Oczywiście, że tak. Z tym, że my nie zmienimy zdania. Agenturę trzeba ujawnić przede wszystkim w mediach i wśród polityków. I to będzie proces oczyszczenia państwa.

N.: Tyle, że na razie nawet prace nad ustawą lustracyjną utknęły.

M.K.: Dzięki Platformie i komunistom, którzy głosowali przeciw.

N.: Marszałek Marek Jurek zapowiedział, że w przyszłym tygodniu będzie rozpatrywany wniosek o samorozwiązanie Sejmu. Czy to forma nacisku na PSL, który podobno jest już jedną nogą w koalicji, by się szybciej decydował?

M.K.: Nasza decyzja jest od samego początku taka sama: jeżeli nie uda się stworzyć większości, to lepsze są przyspieszone wybory niż rząd mniejszościowy. Czy tę większość uda się znaleźć w ciągu tego tygodnia? Mam nadzieję, że tak.

Prowadzimy różne rozmowy, także z PSL. Myślę, że powoli, powoli można mówić, że szanse rosną.

N.: Ale czy ta zapowiedź przyszłotygodniowej debaty ma trochę przyspieszyć myślenie PSL o koalicji?

M.K.: Nie. Wniosek o samorozwiązanie Sejmu został złożony akurat przez ugrupowanie opozycyjne. Jeżeli uznamy, że nie ma szans na utworzenie koalicji, to ten wniosek poprzemy, bo trwać w rządzie mniejszościowym nie ma sensu.

N.: Czyżby? Zdaniem "Dziennika”, PiS jest przekonany, że większość parlamentarną uda się znaleźć do wiosny, a do tego czasu gabinet Jarosława Kaczyńskiego jest gotów funkcjonować jako rząd mniejszościowy.

M.K.: Dementuję tę informację.

N.: Czy jest prawdą, że PiS znów namawia posłów Samoobrony, by porzucili Leppera i zasilili klub Ruchu Ludowo-Narodowego, popierający rząd?

M.K.: Może nie tyle namawiamy posłów Samoobrony, ile zwracamy się do wszystkich posłów, by przyłączyli się do nas i poparli rząd Jarosława Kaczyńskiego. Bo to jest rząd, który wprowadził najwięcej zmian. Włącznie z likwidacją WSI, czyli służb, które trzymały nas w głębokim PRL-u, czy wręcz w okolicach Moskwy. To są zmiany rewolucyjne.

N.: Zdaniem ekspertów, rząd ma pewne sukcesy w rozliczaniu przeszłości, ale dla gospodarki zrobił niewiele.

M.K.: Przepraszam bardzo, albo eksperci konfabulują, albo są niesprawiedliwi. W tej chwili sama ustawa o zamówieniach publicznych spowodowała ogromne ułatwienia w wykorzystywaniu środków z funduszy europejskich.

N.: Nie boicie się oprzeć koalicji na rozbitkach z innych partii? Poprzednie kadencje uczą, że nie zawsze byli oni lojalni.

M.K.: Dlatego zależy nam, aby formalnie, z imienia i nazwiska, znalazło się 231 posłów, którzy będą popierali rząd koalicyjny. Czy mamy obawy? Oczywiście. No i cóż na to poradzimy? Jakie mamy wyjście? Skrócenie kadencji Sejmu. No to po następnych wyborach będą rządzić Platforma z postkomunistami. Im przecież o to chodzi. Byłby to powrót do głębokiego postkomunizmu.

N.: Czy podziały na polskiej scenie politycznej nie straciły na znaczeniu po koalicji PiS z Samoobroną?

M.K.: Współpraca z Samoobroną wynikała z jej 7-miesięcznej obserwacji. Posłowie Samoobrony zachowywali się dużo bardziej racjonalnie niż Platforma. Jednak kiedy pan Lepper zaczął się awanturować, to mu podziękowaliśmy.

N.: Gdy Samoobrona dawała wam głosy, była odpowiedzialnym partnerem. Gdy wyrzuciliście ją z koalicji, z miejsca przypomnieliście sobie o jej rodowodzie.

M.K.: Teza jest błędna i niesprawiedliwa. Gdy Samoobrona zaczęła robić awantury, to trzeba było zakończyć współpracę. Nie odwrotnie.

N.: W sobotę w Warszawie dojdzie do trzech demonstracji: prorządowych, organizowanych przez PiS i LPR, i antyrządowej, gdzie organizatorem jest PO. Co się może zdarzyć?

M.K.: Mogę odpowiadać tylko za manifestację PiS. Ona powstała z inicjatywy ludzi, którzy po udanym wiecu w Gdańsku zachęcili nas do pokazania się w stolicy. Także po to, by mogli dojechać nasi sympatycy z południa Polski.

Chodzi o manifestację poparcia dla programu zmian, wprowadzanego przez rząd Jarosława Kaczyńskiego. A co się stanie? W Polsce nie ma takiej sytuacji, jak na Węgrzech czy we Francji, gdzie płonęły przedmieścia Paryża, a awantury były wszczynane na tle rasowym i religijnym.

W Polsce polityka prowadzona jest bardziej umiarkowanie, a sytuacja społeczna i gospodarcza różni się chociażby od węgierskiej. Są też inspiracje zewnętrzne mające wpływ na sytuację w państwach, które są niepodległe dopiero od kilkunastu lat.

N.: Co to znaczy "inspiracje zewnętrzne”?

M.K.: Pozostańmy przy tym sformułowaniu. Być może ujawniony raport po likwidacji WSI odsłoni nam pewne działania.

N.: Optymistyczne jest to, że drugie Węgry nam nie grożą.

M.K.: Oczywiście, że nie. Jesteśmy najszybciej rozwijającym się krajem w Europie. W ostatnich miesiącach po raz pierwszy od kilkunastu lat powstały nowe miejsca pracy w zauważalnej liczbie - 200 tysięcy. Bezrobocie spada z miesiąca na miesiąc.

N.: Dlatego, że część potencjalnych bezrobotnych wyjechała za granicę do pracy.

M.K.: Nowe miejsca pracy wskazują na to, że bezrobocie spada nie tylko ze względu na wyjeżdżających. Polska się zmienia, oczywiście nie tylko dzięki rządowi Jarosława Kaczyńskiego czy wcześniej Kazimierza Marcinkiewicza. Ale ten rząd ułatwia rozwój gospodarczy. Jeżeli ktoś twierdzi, że jest inaczej, to plecie głupstwa, albo świadomie wprowadza ludzi w błąd.

6 pażdziernika 2006 roku
Data dodania: 2006-10-03
PAP: Za prowokacją stało WSI?
"Gazeta Polska", powołując się na ustalenia komisji weryfikacyjnej WSI, napisała, że Milan Subotić, który doradza przy akceptacji programów publicystycznych TVN m.in. programu "Teraz My", współpracował z WSI, a wcześniej z wojskowymi służbami PRL. Zarząd TVN zaprzecza, zaś sam Subotić twierdzi, że nigdy nie współpracował z WSI. Macierewicz: zaprzeczam, że był przeciek do "Gazety Polskiej".

W związku z doniesieniami "GP", szef klubu parlamentarnego PiS Marek Kuchciński zwrócił się do zarządu TVN o dokładne wyjaśnienie sprawy. Kuchciński postawił na wtorkowej (3 X 2006 - przyp.admina) konferencji prasowej pytania, czy przypadkiem jest, że Subotić jako sekretarz programowy TVN opiekował się - jak pisze "GP" - merytorycznie programem "Teraz My", w którym wyemitowano nagrania rozmów polityków PiS z posłanką Samoobrony Renatą Beger o jej przejściu do PiS.


Opierając się na informacjach "Gazety Polskiej" szef klubu PiS spytał też, czy jest to przypadek, że oficerem prowadzącym Suboticia był Konstanty Malejczyk, który - jak powiedział Kuchciński - był też "doradcą, dyskretnym ekspertem" Samoobrony.

Szef klubu PiS zwrócił się do zarządu TVN o "wyjaśnienie, czy są to przypadki i dlaczego takie związki i takie osoby w TVN pracowały, TVN współtworzyły i miały najprawdopodobniej wpływ na tę całą sytuację, jaką dziś mamy w państwie". Kuchciński zwrócił się także do sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych o zbadanie sprawy.

- Nigdy nie byłem agentem WSI - oświadczył Milan Subotić, sekretarz programowy TVN. Dodaje, że jego jedyny kontakt z WSI miał miejsce w 1992 roku, gdy pracował w Wiadomościach TVP. Według niego WSI bezskutecznie próbowało go wówczas zwerbować. Zapowiada też wystąpienie na drogę sądową przeciwko tygodnikowi. Zarząd telewizji TVN oświadczył, że Milan Subotić nie miał żadnego wpływu na treść ostatniego wydania tego programu "Teraz My" i nie był informowany o jego treści. W specjalnym oświadczeniu zarząd stacji informuje, że autorzy programu kontaktowali się w sprawie ostatniego programu "Teraz My" jedynie ze ścisłym kierownictwem TVN.

TVN twierdzi, że nie miał wcześniej żadnych informacji o rzekomej współpracy Milana Suboticia ze służbami specjalnymi. Stacja podkreśla, że przed podjęciem jakichkolwiek decyzji w tej sprawie musi mieć dowody na taką działalność, mogącą godzić w interesy TVN i jej wiarygodność. TVN wzywa władze do ujawnienia kierownictwu stacji takich dokumentów. Podkreśla, że posługiwanie się polityką medialnych przecieków będzie traktować jako świadome działanie, godzące w interesy stacji i interes opinii publicznej. Stacja zapowiada również, że jeśli rewelacje "Gazety Polskiej" okażą się nieprawdziwe, to wystąpi na drogę prawną przeciwko wydawcy tego tytułu.

Likwidator Wojskowych Służb Informacyjnych Antoni Macierewicz zaprzeczył, że mogłoby dojść do przecieku z komisji weryfikacyjnej do "Gazety Polskiej" informacji o tym, że Milan Subotić z TVN współpracował z WSI. Macierewicz. powtórzył, że nie ujawni żadnych nazwisk, "chyba że prezydent, premier i Sejm zdecydują inaczej".

Redaktor naczelny "Gazety Polskiej" Tomasz Sakiewicz powiedział, że informacje o współpracy sekretarza programowego TVN Milana Suboticia z WSI, "pochodzą z kilku niezależnych i pewnych źródeł". Podkreślił, że nie może ich ujawnić. Zapewnił, że informatorem w tej sprawie nie były dawny współpracownik gazety Piotr Bączek, który obecnie jest rzecznikiem likwidatora WSI Antoniego Macierewicza.

W reakcji na publikacje gazety wiceszef Ligi Polskich Rodzin Wojciech Wierzejski powiedział, że jego partia stoi konsekwentnie na stanowisku "prześwietlenia" życia publicznego, w tym dziennikarzy wszystkich mediów. "My jesteśmy za tym, żeby ustawa lustracyjna była poszerzona nie tylko o polityków, samorządowców i ludzi aktywnych publicznie, ale również o dziennikarzy" - mówił Wierzejski.
Data dodania: 2006-10-03
Przed chwilą Marek Kuchciński, przewodniczący Klubu Parlamentarnego PiS na specjalnej konferencji prasowej zażądał od zarządu TVN wyjaśnienia sprawy opisanej dzisiaj przez "Gazetę Polską"
Marek Kuchciński zwrócił uwagę, że "Gazeta Polska" przedstawiła bardzo poważne argumenty za tym, że przygotowanie przez dziennikarzy TVN nagrań z poseł Renatą Beger, było prowokacją polityczną. Kuchciński powiedział, że TVN poprzez powyższe przedsięwzięcie jednoznacznie określiła się jako telewizja czynnie uczestnicząca w rozgrywkach politycznych, i że jest po prostu medium Platformy Obywatelskiej.

W związku z tym szef KP PiS zaapelował do zarządu TVN o natychmiastowe wyjaśnienia oraz zapowiedział skierowanie sprawy do sejmowej komisji ds. służb specjalnych.

Kuchciński zwrócił się do zebranych na konferencji dziennikarzy o nieuleganie presji środowiska i obiektywne relacjonowanie politycznych wydarzeń.

"Gazeta Polska" podała m.in: "Milan Subotić, sekretarz programowy TVN, współpracował z WSI, a wcześniej z wojskowymi służbami PRL -wynika z ustaleń komisji weryfikacyjnej WSI. Subotić doradza przy akceptacji programów publicystycznych TVN. Jednym z nich jest program „Teraz My”. Oficerem prowadzącym Suboticia był Konstanty Malejczyk, późniejszy szef WSI, a następnie współpracownik Andrzeja Leppera."

Inf.wł.

Treść całego artykułu z "Gazety Polskiej" na następnej stronie.


Treść całego artykułu z "Gazety Polskiej":

WSI na wizji!

Milan Subotić, sekretarz programowy TVN, współpracował z WSI, a wcześniej z wojskowymi służbami PRL - wynika z ustaleń komisji weryfikacyjnej WSI. Subotić doradza przy akceptacji programów publicystycznych TVN. Jednym z nich jest program „Teraz My”. Oficerem prowadzącym Suboticia był Konstanty Malejczyk, późniejszy szef WSI, a następnie współpracownik Andrzeja Leppera.

Jak ustaliła komisja, Subotić współpracował z wojskowymi służbami w czasach PRL – od 1984 roku. w III RP, od około 1993 r., był współpracownikiem WSI. Oficerem prowadzącym Suboticia był Konstanty Malejczyk, były szef WSI, później związany z Samoobroną i Andrzejem Lepperem. Niemal dokładnie miesiąc temu prokuratura postawiła Malejczykowi zarzut przekroczenia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej. Chodzi o głośne śledztwo dotyczące nielegalnego handlu bronią.

Według naszych informatorów Konstanty Malejczyk na kilka dni przed programem „Teraz My” spotkał się z posłem Samoobrony Januszem Maksymiukiem, dyrektorem Biura Krajowego tej partii, byłym członkiem PZPR i SLD. To Maksymiuk przyznał się później do zorganizowania prowokacji, a dziennikarze TVN publicznie stwierdzili, że zgłosili się w sprawie jej przygotowania do Maksymiuka.

Subotić: od „Dziennika telewizyjnego” do klubu Dekadent

Milan Subotić w „Dzienniku Telewizyjnym” pojawił się po tym, jak w wyniku weryfikacji po 13 grudnia 1981 r. wyrzuceni zostali z TVP negatywnie zweryfikowani dziennikarze. - Mówiliśmy na nich „desant”. To była grupa ludzi cieszących się stuprocentowym zaufaniem generała Jaruzelskiego - mówi były dziennikarz TVP. - Pamiętam, że był w „Dzienniku telewizyjnym” w czasie procesu morderców księdza Jerzego Popiełuszki - wspomina inny.

W latach 90. były wydawca DTV został szefem Teleexpressu. W 1996 r., gdy Subotić kierował redakcją Teleexpressu, doszło do głośnego skandalu - dziennikarze tego programu bawili się razem z gangsterami z mafii pruszkowskiej na imprezie w klubie Dekadent. Jak opisywała prasa, w imprezie udział wzięli m.in. „Zbynek”, „Masa” oraz osoba przedstawiana jako „szef Pruszkowa”.

Były dziennikarz Teleexpressu Krzysztof Spiechowicz tak przedstawiał te zdarzenia: „Robiłem zdjęcia kolegom z redakcji. Jedyną osobą z Teleexpressu, która nie zgodziła się na zrobienie zdjęcia, był mój szef Milan Subotić. Potem jednak szef TAI Jacek Bochenek przez mikrofon zabronił mi robić zdjęcia mówiąc: «Na sali są panowie, którzy sobie tego nie życzą»” (GW, 26.07.1996).

Atmosfera wokół Suboticia w TVP gęstniała. Wtedy przeniósł się do powstającej właśnie TVN, gdzie odegrał dużą rolę przy tworzeniu od podstaw tej stacji. Reporter Grzegorz Kajdanowicz tak opowiada o tym na stronie tvn.tivi.pl: „Podczas studiów na Wydziale Dziennikarstwa UW zacząłem współpracę z redakcją Teleexpressu w TVP. Po czterech latach mój ówczesny szef Milan Subotic dostał propozycję objęcia funkcji szefa Faktów w nowo tworzącej się Telewizji TVN. Zaproponował mi, bym przeszedł do Faktów”.

Obecnie Subotić jest sekretarzem programowym TVN. To bardzo ważna funkcja - bierze on udział w kolaudacjach programów publicystycznych. Często zabiera w czasie ich trwania głos i wpływa na ich ostateczny kształt.

Subotić wywodzi się z rodziny jugosłowiańskich komunistów, którzy w 1948 r., po konflikcie pomiędzy Tito i Stalinem, opowiedzieli się po stronie Stalina. Przebywająca w PRL kilkudziesięcioosobowa grupa Jugosłowian, w tym dyplomatów, postanowiła wówczas u nas pozostać. Niektórzy pracowali w służbach specjalnych i cenzurze.

Malejczyk: od obiadu drawskiego do Samoobrony

Generał Konstanty Malejczyk, oficer prowadzący Suboticia, to jeden z ważniejszych oficerów WSI w latach 80., którego nazwisko pada w kontekście najpoważniejszych afer związanych z tymi służbami i ich ingerencją w politykę. Malejczyk od 1970 r. był oficerem wywiadu wojskowego PRL. Potem trafił do WSI. W latach 1994–1996 był szefem tych służb.

O roli Malejczyka w słynnym obiedzie drawskim tak pisał postkomunistyczny „Przegląd”: „Wilecki z Malejczykiem należeli do najważniejszych kucharzy przygotowujących słynny «obiad drawski». Byli w tę aferę zanurzeni po epolety. Byli najbliższymi stronnikami Wałęsy prącego do pełni władzy w Polsce. Jeden z najważniejszych celów na tej drodze stanowiło wyjęcie spod władzy i kontroli ministra obrony narodowej - wówczas Piotra Kołodziejczyka - Wojskowych Służb Informacyjnych i podporządkowanie ich szefowi Sztabu Generalnego” (17.12.2001).

O tym, że Malejczyk pojawił się w otoczeniu Andrzeja Leppera, pisaliśmy wielokrotnie. Naszą informację potwierdziły także inne media, m.in. „Gazeta Wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Newsweek” i „Przegląd”.

Miesiąc temu Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie postawiła Malejczykowi zarzuty. Dotyczą one przekroczenia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej. Sprawa dotyczy słynnej afery związanej z handlem bronią. O udziale WSI w tym handlu prasa informowała w 2001 r., opisując nielegalne operacje prowadzone w latach 1992–1996 przy udziale oficerów i współpracowników WSI. Broń z polskich magazynów miała trafiać za pośrednictwem cywilnych firm do państw objętych embargiem ONZ - Chorwacji, Somalii i Sudanu, oraz do przestępców działających w Polsce i innych krajach, w tym do rosyjskiej mafii. Aferę wykryli w 1996 r. celnicy w Estonii, przez którą przerzucano broń, przechwytując na przejściu granicznym z Łotwą 1600 pistoletów. Przed sądem – najpierw w Gdańsku, teraz w Warszawie - toczy się od 2000 r. tajny proces sześciu osób kierujących polskimi spółkami.

Malejczyk to niejedyny były oficer WSI w otoczeniu Leppera - jego doradcą jest Marek Mackiewicz, były szef kontrwywiadu WSI. Pojawia się tam też kontradmirał Kazimierz Głowacki (w wywiadzie od 1968 r., szef WSI w latach 1996–1997).

Operacja „Ren”

Telewizja TVN ma na swoim koncie wiele osiągnięć - m.in. świetne materiały śledcze w programach „Uwaga!” czy „Superwizjer”, a także znakomitą przez lata TVN 24, która jednak ostatnio coraz bardziej przypomina propagandowe „Fakty”.

Jednak postkomunistyczny rodowód jej szefów nie ulega wątpliwości i daje o sobie znać w decydujących momentach. Założyciele telewizji to Mariusz Walter, były dziennikarz TVP od 1963 r. i były członek PZPR, oraz Jan Wejchert, dziś jeden z listy najbogatszych Polaków, który karierę biznesową zaczął w firmie polonijnej.

Wejchert w 1976 r. otworzył w PRL filię niemieckiej firmy handlowej Konsuprod. Było to pierwsze przedstawicielstwo zachodnioniemieckiej firmy w PRL. Jego powstanie było możliwe, bo w latach 70. Edward Gierek i kanclerz Niemiec Helmut Schmidt doprowadzili do zbliżenia w stosunkach PRL i RFN. Porozumieli się m.in. w sprawie współpracy gospodarczej. W efekcie powstało kilkadziesiąt polsko-niemieckich firm. - Jednocześnie Departament II MSW rozpoczął operację „Ren”, czyli zabezpieczenie kontrwywiadowcze ich działalności - mówi Antoni Dudek, historyk z IPN. - Nie ma żadnych wątpliwości, że firma Konsuprod musiała podlegać tzw. zabepieczeniu kontrwywiadowczemu.

Romuald Szperliński, szef Wielkopolskiego Klubu Kapitału, tak opowiadał na łamach „GP” o przywilejach firm polonijnych: „Przywileje wynikające z bycia w izbie polegały na tym, że mieliśmy samochód na zielonej rejestracji, co pozwalało kupować paliwo bez kartek i ograniczeń. Mogliśmy otrzymać też stałe paszporty, których nie trzeba było zwracać” (19.11.2004). Nadzór nad firmami polonijnymi sprawowała Polsko-Polonijna Izba Przemysłowo-Handlowa Inter-Polcom. Jednym z jej prezesów był Jan Kulczyk.

ITI rodem z PRL

Mariusz Walter pracował w centrali TVP od 1963 r. w latach 60. był autorem popularnego programu „Turniej Miast”. Należał do najpopularniejszych postaci telewizyjnych epoki Gierka, a to dzięki Studio 2 - programowi rozrywkowo-publicystycznemu, bardziej „luzackiemu” niż reszta. Redakcja Studio 2 powołana została przez osławionego prezesa Macieja Szczepańskiego według pomysłu Waltera, który został jej redaktorem naczelnym.

Walter z TVP odszedł w 1982 r. Mówił o tym na łamach pisma „Eurovip”: „To nie tak, że musiałem odejść. Nikt z telewizji mnie nie wyrzucił. Sam odszedłem. Miałem tzw. rozmowę weryfikacyjną, po której padł wniosek, że nie mogę pełnić żadnej funkcji kierowniczej. Jerzy Bajdor, który był przewodniczącym komisji weryfikacyjnej, napisał votum separatum”. Jak wspominał Walter, odszedł z TVP, bo nie dało się tam pracować.

Rozpoczął wówczas biznesową współpracę z Wejchertem. „Zaczęliśmy od stwarzania własnej firmy, która zajmowała się m.in. importem pierwszych magnetowidów do Polski. Wejchert, który zdobył przedstawicielstwo Hitachi, cały czas namawiał mnie, żebym wrócił do tego, co najlepiej potrafię robić. Równolegle ucząc się biznesu, zająłem się reklamą. Wówczas nie było jeszcze reklamy telewizyjnej. Byliśmy pierwszą firmą robiącą spoty reklamowe. I tak się zaczęło to rozwijać” – wspominał Walter.

Firma ITI, obecny właściciel TVN, powstała w roku 1984. W PRL zajmowała się m.in. dystrybucją sprzętu wideo, kaset wideo, usług reklamowych oraz produkcją przekąsek i polepszaczy do pieczywa.

Ulubione damy w talii Waltera

Postkomunistyczny rodowód szefostwa TVN wychodzi na jaw w kluczowych momentach. Wiarygodność swoich programów informacyjnych stacja poprawiła za czasów rządów Leszka Millera, kiedy to związała się z obozem „Gazety Wyborczej” i rzetelnie informowała o aferach związanych z politykami z otoczenia Millera.

Mariusz Walter związał się jednak z obozem Kwaśniewskiego. Gdy powszechnie sądzono, że na prezydenta kandydować będzie Jolanta Kwaśniewska, TVN zwolniła jej potencjalnego rywala Tomasza Lisa. Kilka lat wcześniej Walter był uczestnikiem wieczoru wyborczego Kwaśniewskiego. „Pojawiłem się, gdy pan prezydent był już wybrany. Po drugie, uważam, że szef stacji powinien chodzić wszędzie tam, gdzie go zapraszają, jeżeli są to ważne miejsca” - tłumaczył na łamach „Przekroju”. O Kwaśniewskiej mówił: „Trudno sobie wyobrazić lepszą Pierwszą Damę. Ta para nas reprezentuje bez zarzutu”.

Po odejściu Kwaśniewskiego TVN zaczął walczyć o poprawę jego wizerunku, poważnie nadwerężonego z powodu odkryć komisji śledczych, a w szczególności ułaskawienia Zbigniewa Sobotki. Do TVN Style trafiła żona byłego prezydenta Jolanta, zaś do programu „Taniec z gwiazdami” córka Aleksandra. „Fakty” zaś, kierowane przez Kamila Durczoka, byłą gwiazdę TVP Roberta Kwiatkowskiego, zaczęły bezpardonowo atakować rządy PiS.

Dzieci założycieli przejęły też oficjalnie władzę nad TVN - jej prezesem jest Piotr Walter, a jego zastępcą Łukasz Wejchert.

Katarzyna Hejke, Teresa Wójcik, Piotr Lisiewicz

Milan Subotić nie odpowiedział na nasze prośby o kontakt, mimo że wielokrotnie nagrywaliśmy mu się na sekretarkę. Jeden z dziennikarzy, znajomych Suboticia, poinformował nas, że sekretarz programowy TVN nie odbiera telefonów.
Data dodania: 2006-09-29
Marek Kuchciński gościem "Kotrwywiadu RMF FM"
Konrad Piasecki: Czy politykom PiS i panu osobiście nie przemknęła przez głowę taka myśl, by powiedzieć „przepraszam”?

Marek Kuchciński: Za te okoliczności, jakie się stały…?

K.P.: Za wszystko. Za to, co zarejestrowała kamera, za styl rozmów, za słownictwo, za te absurdalne zarzuty, które także pan formułował pod adresem dziennikarzy.

M.K.: Próbowałem wczoraj i dziś powtórzę: przepraszam, ale przepraszam za to, że niestety mamy taki system demokratyczny, że od 89 roku te same normy, zwyczaje, które są praktykowane, bez względu na to, czy rządziła lewica czy prawica, za to musimy się tłumaczyć.


K.P.: Za to i tylko za to?

M.K.: Za to, że nas atakują, oskarżając o bardzo niecne zamiary, to nie mogę przepraszać.

K.P.: Nie chciałby pan przeprosić za te wszystkie słowa o spisku służb specjalnych, o tym, że rejestracji dokonały jakieś szpiegowskie kamery, zaawansowane techniki operacyjne, długie macki układu i esbeckie metody? Czy to wszystko nie zasługuje na przeprosimy?

M.K.: Zachęcałbym do spokoju i wstrzemięźliwości. Jednak nie jest to zwykła zbieżność różnych okoliczności, łącznie z tym, że w przyszłym tygodniu kończy się likwidacja WSI, a wiemy i dziennikarze to wiedzą, że byli oficerowie WSI są na zapleczu Samoobrony.

K.P.: Jestem bardzo spokojny i wstrzemięźliwy. Ale pamiętam, jak 3 lata temu wybuchła afera Rywina i wtedy politycy PiS wprost piali z zachwytu.

M.K.: Proszę nie porównywać tych dwóch rzeczy.

K.P.: Porównuję tylko sytuację – wtedy było nagranie i dziś jest nagranie, o tamtym nagraniu mówiliście, że należy wyłączyć z życia publicznego tych, którzy chcą wyłączyć mikrofon polskiej demokracji. To było SLD, które pomstowało na to, co zrobił Adam Michnik. A dziś słyszę Przemysława Gosiewskiego, który mówi, że nagrywanie rozmów to pomysł rodem z SB. To można nagrywać czy nie?

M.K.: Tamta sytuacja dotyczyła pewnego układu – trzeba użyć tego słowa – który rządził w PRL i dalej próbuje utrzymać się przy władzy i korumpował ludzi. W tym przypadku mówimy o pewnych zasadach – one niestety są nieszczęśliwe i trzeba zmienić ordynację wyborczą, by do takich sytuacji nie dochodziło.

K.P.: Będzie pan powtarzał, że to jest układ i że to układ posadził Lipińskiego w sypialni Renaty Beger i to układ jest wszystkiemu winien?

M.K.: Nie. Te okoliczności, które ujawniła kamera są rzeczywiście… Nie chcę wypowiadać się, ponieważ ta pani poseł jest kobietą, ale nie powinno do tego dojść. Jeśli takie sytuacje nastąpiły, to ona powinna zgłosić do prokuratury, a nie zachęcać dziennikarzy.

K.P.: Renata Begrer jest kobietą, a Adam Lipiński jest mężczyzną, więc o jego zachowaniu mógłby pan coś powiedzieć.

M.K.: Względem kobiet nie powiem, jaka powinna być ocena takiego postępowania.

K.P.: Ale czyjego postępowania?

M.K.: Posła.

K.P.: Renaty Beger czy Adama Lipińskiego?

M.K.: Pani poseł, która w imieniu 10 posłów chce rozpocząć negocjacje, bo to jest istota rzeczy.

K.P.: Ale ja pytam o pańską ocenę raczej zachowania Adama Lipińskiego i pana Mojzesowicza.

M.K.: Jeśli pan dokładnie przeanalizuje całość, a nie tylko fragmenty wypowiedzi, to te propozycje czy żądania pani poseł w zamian za poparcie rządu, one zostały odrzucone.

K.P.: Panie przewodniczący, ale skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle? Dlaczego Polacy tak negatywnie oceniają zachowanie PiS, dlaczego spadają wam tak dramatycznie sondaże, dlaczego większość Polaków chce dymisji rządu i rozwiązania Sejmu?

M.K.: Trudno się dziwić. Każdy z nas byłby zaskoczony. Natomiast ja bym zachęcał i apelował do spokojnego czekania, wyjaśnienia wszystkiego, a nie tylko reakcji na to jak media. Bo niektóre media przejaskrawiają, bez przerwy informując, że to jest korupcja, a więc podając słowa pana Rokity i Tuska. Jeszcze jedna ważna rzecz. Dzisiaj jest już wiadome i trzeba będzie to ujawnić, w jaki sposób negocjowali pan Tusk z Rokitą z Jarosławem Kaczyńskim w jednym z pokoi hotelu, negocjowali swój udział w rządzie i ich żądania kilku ministrów, kliku ministerstw, marszałka Sejmu. To co to jest? Żądanie łapówki.

K.P.: Nie. To są negocjacje polityczne. Ale co innego jak się negocjuje koalicję rządową z Janem Rokitą i Donaldem Tuskiem, a co innego jak się negocjuje z Renatą Beger, a w dodatku się mówi, że chodzi o Polskę, a posłowie Samoobrony tylko dlatego wychodzą z Samoobrony, że nie podoba im się zachowanie Andrzeja Leppera.

M.K.: W tym przypadku nie ma znaczenia.

K.P.: A dla mnie ma.

M.K.: Nie ma znaczenia, czy to jest grupa posłów 100-osobowa, czy 10-osobowa, jeżeli mówimy o kilku posłach. Natomiast rzeczywiście co do kategorii i jakości tych osób to ja tutaj się zgadzam, nie porównujmy.

K.P.: Czy PiS jest gotowy oddać władzę?

M.K.: Jeżeli jest taka potrzeba, to dlaczego nie.

K.P.: Premier mówi dziś w „Rzeczpospolitej”: „Będziemy kontratakować. Możemy podjąć taką decyzję, że władzy nie stracimy”. Jaką decyzję?

M.K.: Jeżeli pańskie pytanie dotyczy pewnego abstraktu to jak najbardziej. W obecnej sytuacji nie. My chcemy dokonać zmian…

K.P.: Moje pytane dotyczy wypowiedzi premiera. O jaką decyzję, która pozwoli PiS nie oddawać władzy chodzi premierowi. Pan wie?

M.K.: Zasada jest taka – chcemy utworzyć rząd większościowy. Jeżeli nam się uda, to będzie oznaczało, że rząd będzie dalej prowadził program zmian. To będzie oznaczało, że nie oddamy władzy.

K.P.: A jeśli się nie uda to wybory?

M.K.: Najprawdopodobniej będziemy popierać przyspieszone wybory.

K.P.: A jaka jest decyzja, która pozwoli PiS nie oddawać władzy?

M.K.: Decyzja o utworzeniu większości koalicyjnej.

K.P.: Ale to nie PiS ją podejmuje, tylko PSL dzisiaj.

M.K.: Ale PiS musi się na to zgodzić.

K.P.: Ale wy PSL-owi zaproponowaliście już, to co mieliście do zaproponowania i dzisiaj premier mówi „To my możemy podjąć taką decyzję, że władzy nie oddamy”.

M.K.: Jeżeli pan chce dosłownie rozumieć słowa pana premiera, to premier podejmuje decyzję czy stanie na czele rządu większościowego, mającego 230 kilku posłów z PSL – ta grupą posłów, która poprze Samoobronę.

K.P.: Czyli pan uważa, że dzisiaj to decyzja jest w rękach PiS, a nie w rękach PSL?

M.K.: Ja uważam, że PSL-owi zaproponowaliśmy trwałą, 3-letnią koalicję. Od niego zależy decyzja. Ale ostatecznie decyzja będzie należała do premiera.

K.P.: Czy w obronie polityki PiS i w obronie rządu PiS można sięgnąć po metodę niedemokratyczną, bo ta wypowiedź premiera tak trochę zabrzmiała?

M.K.: Nie, nie. Proszę tak jej nie rozumieć. To nie są metody niedemokratyczne. Trzeba walczyć o to, żeby i media były obiektywne, bo w niektórych przypadkach mamy do czynienia z brakiem obiektywizmu ze strony mediów.

K.P.: Wydaje mi się, że chodzi też o klasę polityków całej tej sprawy. Dziękuję za rozmowę.
Data dodania: 2006-09-27
Marek Kuchciński, szef KP PiS, podczas konferencji prasowej, która odbyła się dzisiaj około południa w Sejmie, zapelował
do posłów, także Samoobrony, którzy chcą poprzeć rząd Prawa i Sprawiedliwości, o nieuleganie szantażowi opozycji centrolewicowej, czyli Platoformie Obywatelskiej, SLD i tym członkom ugrupowania Leppera, którzy są przeciwni głębokim reformom w państwie.

Kuchciński zapowiedział złożenie przez KP PiS wniosku do marszałka Sejmu o powołanie komisji śledczej mającej zbadać okoliczności nagrania rozmowy ministra Lipińskiego i poseł Beger. Prawo i Sprawiedliwość ma bowiem poważne przekonanie o inspirowaniu tego nagrania przez byłych funkcjonariuszy służb specjalnych.

W konferencji wzięli udział także wicemarszałek Senatu i minister Adam Lipiński. Wicemarszałek Putra porównał obecną sytuacją do wydarzeń z 4 czerwca 1992 roku, gdy opozycja panicznie bojąca się dekomunizacji, doprowadziła do obalenia rządu Jana Olszewskiego i na długie lata zablokowała możliwość rozwoju Polski.

Minister Lipiński zaapelował do dziennikarzy o zdrowy rozsądek w ocenie rozmów politycznych. Na całym świecie w krajach demokratycznych prowadzi się rozmowy koalicyjne, które po uzgodnieniach programowych przechodzą do uzgodnień w partycypacji we władzy. Jest to po prostu abecadło polityki - każda partia od SLD począwszy, poprzez Platformę Obywatelską, PSL, Samoobronę i PiS takie rozmowy prowadziło i prowadzi.

Wystarczy przypomnieć jak podczas uzgodnień między PiS i PO zaraz po wyborach 2005 roku zachowywała się Platforma Obywatelska, która rządała, aby PiS, które te wybory wygrało, oddało socliberałom większość władzy w rządzie.

Inf.wł.
Data dodania: 2006-09-24
IAR: Kuchciński: Rząd może liczyć na ponad 230 posłów
Przewodniczący klubu parlamentarnego PiS Marek Kuchciński zapewnia, że rząd może liczyć na grubo ponad 230 posłów. Szef klubu PiS wlicza w to również ludowców, którzy prowadzą rozmowy koalicyjne. O szczegółach Marek Kuchciński na razie nic nie mówi, gdyż jak podkreślił - są to sprawy związane z rozmowami, które między innymi prowadzi nowo powstały klub.

Marek Kuchciński dementuje doniesienia liderów Samoobrony jakoby PiS korumpował jej posłów i obiecywał im korzyści majątkowe oraz zaniechanie działań organów ścigania w zamian za przejście. "To jest niedopuszczalne" - powiedział. Dodał, że zarzuty te mają na celu destabilizację pracy obecnego rządu.

Pytany o zapowiedzi Andrzeja Leppera, że Samoobrona uruchomi jutro weksle posłów, którzy odeszli z tego ugrupowania, Kuchciński powołał się na opinię marszałka Sejmu, że byłoby to wykroczenie lub przestępstwo.

Pytany o stanowisko PO, która mówi o przedterminowych wyborach szef klubu PiS powiedział, że to naturalne rozwiązanie, jeśli rząd nie będzie miał większości. Marek Kuchciński powtórzył, że w takim przypadku najlepiej zmienić ordynację. "Ten kto wygra będzie rządzić" - powiedział. Dodał, że PiS prowadził już w tej sprawie sondażowe rozmowy między innymi właśnie z Platformą. "Prowadziliśmy takie rozmowy, ale jest jeszcze za wcześnie, żeby je uszczegóławiać" - powiedział.

Kuchciński dodał, że w najbliższych dniach powinny być ekspertyzy na temat zmiany ordynacji. Sama zmiana - zdaniem posła - jest możliwa w kilka dni.
Data dodania: 2006-09-24
Posłowie PiS - Andrzej Ćwierz i Mieczysław Golba wezmą udział 28 września (czwartek) w spotkaniu z mieszkańcami Żurawicy. Zapraszamy na godzinę 19.00 do sali obrad Urzędu Gminy.
Data dodania: 2006-09-24
27 września (środa) o godz. 19.00 posłowie PiS - Andrzej Ćwierz i Mieczysław Golba wezmą udział w spotkaniu z mieszkańcami Medyki w sali Urzędu Gminy. Temat: bieżąca sytuacja polityczna. Zapraszamy
Data dodania: 2006-09-23
27 września (środa) o godz. 12.00 w Przemyślu przy Biurze Poselskim Marka Kuchcińskiego (Wyb. J. Piłsudskiego 1) zostanie uroczyście otwarty Punkt Obsługi Wyborców. W briefingu prasowym, który odbędzie się zaraz po otwarciu punktu, wezmą udział posłowie PiS: Andrzej Ćwierz i Mieczysław Golba.
Data dodania: 2006-09-23
PAP: Kuchciński: PSL w koalicji da nam większość
Szef klub PiS Marek Kuchciński powiedział, że zgodnie z jego informacjami, jeśli PSL wejdzie do rządu, to koalicja już ma zapewnioną większość w Sejmie.

Po tym, jak w czwartek nastąpił rozpad koalicji z Samoobroną, PiS poszukuje większości dla swojego rządu. W piątek chęć podjęcia współpracy z PiS zadeklarował nowy klub Ruchu Ludowo-Narodowego liczący 15 posłów. 154-osobowy klub PiS może liczyć też na pozostającą niezmiennie w koalicji LPR (29 głosów) oraz na dwóch posłów mniejszości niemieckiej, którzy tradycyjnie deklarują poparcie dla koalicji.


W piątek odbyły się kolejne rozmowy między PiS a PSL. Jednak, nawet jeśli 25 ludowców do koalicji wejdzie, do większości - 231 głosów - PiS ciągle brakowałoby 6 posłów.

"Z informacji, jakie spływają od różnych posłów, z różnych klubów parlamentarnych, wynika, że liczba posłów, którzy chcą poprzeć rząd Jarosława Kaczyńskiego już przekracza 230 i stale rośnie" - powiedział Kuchciński.

Również wiceszef PiS i szef gabinetu politycznego premiera Adam Lipiński w rozmowie z dziennikarzami zaznaczył, że jego zdaniem "większość już jest". Odmówił jednak podawania nazwisk posłów, którzy mieliby przystąpić do koalicji, tłumacząc się obowiązującą go dyskrecją z racji prowadzonych wciąż rokowań.

Na sugestię, czy brakujące mandaty miałyby pochodzić z Samoobrony odpowiedział: "Nie tylko Samoobrona funkcjonuje w tym parlamencie poza koalicją".

Na pytania o nazwiska tych osób Lipiński powiedział: "Nie mogę nic powiedzieć, nie mogę, ja prowadzę rokowania i niestety ja muszę być dyskretny".

Również Kuchciński sugerował, że brakujące głosy, jakie zdobył PiS, nie pochodzą tylko z Samoobrony. Jak powiedział, poparcia PiS szuka "wszędzie z wyjątkiem SLD".

Wcześniej jeden z liderów PiS powiedział PAP, że PiS prowadzi rozmowy z ponad 20 posłami z Samoobrony i PO. (…)
Data dodania: 2006-09-20
Oświadczenie przewodniczącego Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość Marka Kuchcińskiego
W związku z informacjami prasowymi dotyczącymi piątkowego spotkania pomiędzy Andrzejem Lepperem a Donaldem Tuskiem, Klub Parlamentarny Prawo i Sprawiedliwość stanowczo stwierdza, że nie odejdzie od zaprezentowanej w wyborach i potwierdzonej w umowie koalicyjnej solidarnej polityki gospodarczej.

Ponieważ spotkanie to poprzedziło liczne późniejsze wypowiedzi Andrzeja Leppera i oświadczenia Samoobrony, naruszające zasady współpracy koalicji rządowej, zwracam się do uczestników spotkania Andrzej Lepper - Donald Tusk o ujawnienie jego postanowień.
Data dodania: 2006-09-16
W czwartek powstał zespół finansowo- gospodarczy skupiający posłów i senatorów PiS, który ma koordynować ich prace nad projektami ustaw gospodarczych
- Jak powiedział na konferencji prasowej w Sejmie szef klubu PiS Marek Kuchciński, zespół ma usprawnić pracę nad rządowymi projektami dotyczącymi spraw gospodarczych i finansów państwa.

Według niego, dotychczas prace parlamentu były niekiedy spowolnione przez brak odpowiedniej koordynacji między pracami Sejmu i Senatu. Współpraca posłów i senatorów PiS jeszcze przed uchwaleniem ustawy ma tę pracę usprawnić.


"Przygotowujemy się do tego, żeby szybko, sprawnie i skutecznie pracować nad projektami ustaw, które przygotowuje rząd" - powiedział Kuchciński. "Spodziewamy się w najbliższych tygodniach, że do Sejmu spłynie ponad sto projektów ustaw" - podkreślił.

Przewodniczyć pracom zespołu będzie: szefowa sejmowej komisji finansów publicznych Aleksandra Natalli-Świat oraz szef senackiej komisji gospodarki narodowej - Marek Waszkowiak.

Zdaniem Waszkowiaka, do tej pory nie był w pełni wykorzystany "potencjał" senatorów, a -jak zaznaczył - senatorowie PiS z komisji gospodarki, to osoby z ogromnym doświadczeniem w biznesie.

PAP
Data dodania: 2006-09-16
RZECZPOSPOLITA: "Ile trupów przekona lewicę?" - rozmowa z Markiem Kuchcińskim, szefem KP PiS
Rz.: Czy PiS poprze powołanie komisji śledczej w sprawie domniemanego podsłuchiwania prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego?

Marek Kuchciński: Nie, nie poprzemy tego pomysłu. Uważamy, że ta propozycja to przejaw kampanii politycznej SLD, opartej na pomówieniach, insynuacjach i faktach prasowych. To niepokojące, że kampania wyborcza nabiera właśnie takiego oblicza, szkodliwego dla życia publicznego w Polsce.


Rz.: A jeśli w całej sprawie jednak jest coś na rzeczy?

M.K.: Nie ma żadnych dowodów, jest jakaś wypowiedź jednego z kandydatów, pana Majchrowskiego, o podsłuchach. Można podejrzewać, że walczy on w ten sposób o reelekcję. Są informacje "Gazety Wyborczej", które powinny być dokładniej sprawdzone. I jeszcze w nieuprawniony sposób wiąże się to ze sprawą odwołania komendanta Adama Rapackiego.

Rz.: Dlaczego w nieuprawniony sposób?

M.K.: Jak można było postąpić wobec komendanta wojewódzkiego policji, którego decyzja skutkowała strzelaniną, trzema trupami i jednym rannym? Czy potrzeba więcej argumentów? Ile trupów przekonałoby lewicę, że komendant został odwołany słusznie?

Rz.: Czy wydanie pozwolenia na broń dla gangstera to był jedyny powód odwołania Rapackiego? Czy sugestie, że komendant był dla PiS niewygodny, są nieprawdziwe?

M.K.: Parę lat temu sami zdecydowanie broniliśmy pana generała Rapackiego. Jednak kiedy są trzy trupy i jeden ranny, komendant wojewódzki sam powinien podać się do dymisji.

15 września 2006 roku
Data dodania: 2006-09-15
Wywiad Marka Kuchcińskiego, przewodniczącego Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość dla gazety "Młoda Ukraina" (Kijów)
"Młoda Ukraina"" - Niedawno na Ukrainie odbyła się zmiana rządu i wiadomo, że Wiktor Janukowycz wybiera się z wizytą do Polski. Czy może Pan, w świetle ostatnich zdarzeń i tendencji, dać prognozę perspektywy współpracy między Polską i Ukrainą?

Marek Kuchciński: - Nie jest łatwo na to odpowiedzieć, przecież wizyta premiera Ukrainy do Polski jeszcze nie odbyła się. Spodziewamy się, że wizyta pana premiera Janukowycza potwierdzi proeuropejski kierunek rozwoju Ukrainy. Uświadamiamy sobie, że to potwierdzenie zostanie przekazane raczej w formie dyplomatycznej, ale - według nas – lepszego szlaku dla naszej współpracy nie ma. I to będzie dotyczyło nie tylko współpracy polsko-ukraińskiej, ale i współpracy waszego państwa z całą Unią Europejską.


MU: - Można chyba przypuszczać, że na tym spotkaniu Polska w pewnej mierze będzie reprezentować politykę UE w stosunku do Ukrainy?

M.K.: - Tak, o tym można mówić z całym przekonaniem. Po drugie, nas ciekawi, w jaki sposób i w jakim kierunku skierowana będzie polityka Ukrainy w jej konkretnych strategicznych wymiarach. W szczególności polityka powiązana z bezpieczeństwem energetycznym, z kontekstem szeroko rozumianej polityki ekonomicznej i – bez wątpienia – politykę bezpieczeństwa powiązaną ze współpracą wojskową (tu chodzi o współpracę z NATO).

M.U.: - W obecnym międzynarodowym porządku Polska jest chyba jedynym państwem zdecydowanie broniącym ukraińskich interesów. Jednocześnie nie mało „złych języków” zarzuca PiS-owi i braciom Kaczyńskim, że prowadzą oni politykę polskiego izolacjonizmu?

M.K.: - O tym głównie mówi polska opozycja, a także ludzie nieprzychylnie nastawieni do wzmocnienia państw, które powstały po rozpadzie ZSRR. Polska jest członkiem UE i zrozumiałym jest, że oczekuje od innych członków UE uczciwego partnerstwa. Proszę sobie wyobrazić: gdyby Ukraina stała się członkiem podobnej międzynarodowej organizacji, to czy zgodziła by się być „członkiem drugiego gatunku”? Mnie się wydaje, że nie. Przeciwników wzmocnienia polskiego wpływu (to oznacza - i wpływu państw centralno-wschodniej Europy) w zjednoczonej Europie jest wielu. To jest po części zrozumiałe, wszakże państwa „starej” Europy, głównie największe, muszą wspierać państwa o słabszej ekonomice, w tym także i Polskę. Polska w ciągu najbliższych siedmiu lat ma możliwość otrzymania od UE prawie 90 miliardów euro na inwestycje, włącznie z wydatkami w sferze polityki rolnej. To są wielkie pieniądze. Całkiem zrozumiałe, że pewne środowiska UE próbują utrudnić przekazanie tych środków. I stąd w wielkiej mierze zaczyna się negatywna polityka.

M.U.: - Czy PiS planuje kontynuować wschodnią politykę dobro-sąsiedztwa, rozbudowaną za czasów prezydenta Kwaśniewskiego?

M.K.: - Duża rola prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego w podtrzymaniu demokratycznych procesów w Ukrainie jest poza dyskusją. I ta polityka będzie przedłużana, śmiem twierdzić, z podwójną energią i lepszym rezultatem. Polityczne elity Polski mają świadomość skomplikowanej sytuacji politycznej na Ukrainie. Natomiast w sensie współpracy będzie więcej zaangażowania w te sprawy tak prezydenta Polski, jak i ministra spraw zagranicznych. Niedawno na stanowisko pierwszego zastępcy ministra spraw zagranicznych i państwowego sekretarza wyznaczono Pawła Kowala, który będzie odpowiadał za współpracę z Ukrainą. Natomiast sam premier i znaczna część rządu skupią się na wewnętrznej sytuacji w Polsce.

M.U.: - Jak wygląda sytuacja ze stworzeniem komitetów współpracy pomiędzy prezydentami Polski i Ukrainy?

M.K.: - Stworzenie tych komitetów jest przykładem tego, że prezydent Polski będzie miał większą ilość instrumentów do lepszej współpracy w działaniu. Jednocześnie obecnie w Sejmie trwa praca nad projektem ustawy o powołaniu specjalnej fundacji prezydenckiej, finansowanej z budżetu państwa, której celem będzie rozszerzanie demokracji i budowa społeczeństwa obywatelskiego za wschodnią granicą Polski. Polska ma zamiar rozszerzać inicjatywy, które dotyczyłyby Ukrainy, i jak najszerzej włączać w nie Unię Europejską.

M.U.: - Czego, według Pana, brakuje ukraińsko-polskiej współpracy?

M.K.: -Nadal szwankuje polityka informacyjna. Bez informacji nie uda nam się porozumieć i dalej będziemy żyć w pewnych stereotypach stworzonych w przeszłości… Jednocześnie jest paląca potrzeba zmian w prawodawstwie, czy raczej w harmonizacji prawodawstwa, które by sprzyjało inwestowaniu polskich przedsiębiorców na Ukrainie, i tak samo przedsiębiorcom ukraińskim w Polsce. Zostanie zaktywizowane również tworzenie wspólnych przedsiębiorstw. Temu wyzwaniu też trzeba podołać.

M.U.: - Czy jest szansa, że ukraińscy obywatele szybko otrzymają pozwolenie na legalną pracę w Polsce?

M.K.: - Tak. PiS popiera przyjmowanie do pracy obywateli Ukrainy. Zaproponowaliśmy legalizację pracy młodzieży, w szczególności wszystkich ukraińskich studentów, którzy uczą się w Polsce, czy absolwentów wyższych szkół. Młode pokolenie powinno mieć możliwość pracowania w Polsce, dobrego zarobku i powrotu z zadowoleniem do domu. Latem powstał problem przyjmowania do pracy robotników sezonowych z Ukrainy. I obecny minister rolnictwa uczynił bardzo ciekawą propozycję co do robotników sezonowych z Ukrainy, którą nasza partia popiera. Spodziewamy się, że już następnego roku będziemy mieli ustawę pozwalającą sezonowym pracownikom legalnie zatrudniać się w Polsce. Uważam, że jeśli myślimy o Ukrainie jako o partnerze w zjednoczonej Europie, to powinniśmy pójść na te same ustępstwa, na jakie Europa poszła wobec Polski.

M.U.: - Czy planuje się odciążenie granicy, bo sytuacja tam jest nie do wytrzymania?

M.K.: - Sytuacja na polsko-ukraińskiej granicy pozostaje uciążliwym problemem. Najważniejsze zadanie, to zwiększenie ilości przejść granicznych. Jest to ogromnym problemem i jednocześnie „lakmusowym papierkiem”, wszakże między Polską i Ukrainą jest cztery razy mniej przejść, niż na granicy polsko-niemieckiej, i to pomimo tego, że granica niemiecka jest znacznie krótsza. A więc, o jakiej transgranicznej współpracy między Polską i Ukrainą można mówić, jeśli na granicy mamy ścianę z kilkoma tylko drzwiami, a nie gęstą siatkę kontaktów? Ale i w Polsce, i na Ukrainie, jest wola, żeby ten problem jak najszybciej rozwiązać.

M.U.: - Jak ocenia Pan perspektywy rurociągu naftowego Odessa-Brody-Płock-Gdańsk, wszakże niedawno uprawnieni przedstawiciele nowego rządu Ukrainy oświadczyli, że awers (przepływ ropy naftowej z Odessy do Brodów – przy. tł.) możliwy będzie nie wcześniej, niż za dwa lata?

M.K.: - Ten rurociąg jest jednym z najważniejszym wyzwań dla nas. Z punktu widzenia polityki Polski, ten projekt ekonomiczny powinien być zrealizowany jak najszybciej. Uważam, że to powinno być jednym z najważniejszych tematów rozmów tak pomiędzy premierami Polski i Ukrainy, jak i pomiędzy prezydentami. Sprawa w dużym stopniu zależy od odroczenia ogłoszonego przez stronę ukraińską. My gotowi jesteśmy traktować to przedsięwzięcie jako jeden z elementów, który zabezpiecza dywersyfikację od głównego monopolisty, z którym wszyscy mamy pewny kłopot. Ale teraz sukces tego projektu zależy do strony ukraińskiej.

M.U.: - Rurociąg po stronie ukraińskiej jest już dawno, a po stronie polskiej wciąż go brakowało i nadal brakuje.

M.K.: - Nie było zdecydowanych działań. To skomplikowana sprawa. Chodzi o zdecydowane działania, które spowodowałyby nie tylko doprowadzenie rurociągu do Płocka – musi być również porozumienie co do dalszego wykorzystania tego projektu. Trzeba doprowadzić do tego, żeby ropa naftowa rzeczywiście była dostarczana z państw Wschodu i Centralnej Azji.

31 sierpnia 2006 roku
Data dodania: 2006-09-10
Dzisiaj, 11 września, w Lesku i Sanoku w ramach kampanii Prawa i Sprawiedliwości „Bliżej ludzi” zostaną uroczyście otwarte Punkty Obsługi Wyborców.
W Lesku przy ul. K. Pułaskiego 1 o godz. 11.00, w Sanoku przy Rynku 21 o godz. 14.00.
W Sanoku o godz. 14.30 w nowym POW będzie konferencja prasowa. Wezmą w niej udział parlamentarzyści PiS.

W Polsce jest wiele nieprawidłowości dotykających zwykłych ludzi, którzy nierzadko nie mogą uzyskać żadnej pomocy i nie mają szans w walce ze skostniałym systemem – biurokracją i nieuczciwością.


Prawo i Sprawiedliwość podjęło wyzwanie budowy nowego, lepszego państwa – IV Rzeczypospolitej. Proces naprawy instytucji państwowych jest długotrwały i wymaga wielu wyrzeczeń.

Chcemy żyć w lepszej Polsce – państwie, w którym nikt nie będzie czuł się osamotniony w swoich codziennych problemach. Takie państwo możemy zbudować, nie jest to jednak zadanie łatwe i szybkie w realizacji.

Kampania Bliżej ludzi ma spowodować, aby Prawo i Sprawiedliwość jeszcze bardziej angażowało się w zwykłe, codzienne ludzkie sprawy. Chodzi o to, aby w Polsce nastał taki porządek społeczny, w którym dobrym będzie dobrze, a złym – źle.

Ta kampania ma doprowadzić do tego, abyśmy nigdy nie znajdowali się w takiej sytuacji, że człowiek uczciwy pozostaje sam, bez pomocy.

Jednym z ważnych elementów kampanii bliżej ludzi jest inicjatywa tworzenia Punktów Obsługi Wyborców – biur będących miejscem informacji i pomocy obywatelom w sprawach związanych z funkcjonowaniem instytucji państwowych i samorządowych.

Punkty Obsługi Wyborców to miejsca mające na celu wspieranie inicjatywy obywatelskiej. Dzięki nim osoby, które chcą zdziałać coś dobrego, będą mogły uzyskać wsparcie ze strony Prawa i Sprawiedliwości. Takie punkty znajdą się w każdym powiecie.

Dziś władza składa się z ludzi, którzy wiedzą, że budowa dobrej demokracji, dobrego porządku społecznego, to zadanie bardzo trudne, które nieustannie trzeba wznawiać.

Prawo i Sprawiedliwość to partia, która wie co trzeba robić i która chce ten obowiązek realizować na wszystkich frontach – nie tylko w Warszawie, we władzach centralnych, nie tylko w Sejmie, ale wszędzie, gdzie to jest możliwe – na szczeblu lokalnym, w samorządach wojewódzkich, powiatowych i gminnych.
To, co dzisiaj rozpoczynamy, jest budową społeczeństwa obywatelskiego.
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 
 
Warto zobaczyć  
Kalendarium  
Galeria  
Kampanie wyborcze  
Polecamy  
 
 
  Hosting c-net ::: realizacja jm ::: 2005-2010